Wycieczka do Republica de Cabo Verde - czyli "no stress"
Organizator: Biuro Podróży Itaka. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży "My Tours" z Lęborka - mytours.pl.
Czas przelotu: 10 godzin z międzylądowaniem na Gran Canarii (tankowanie i zmiana załogi 45 minut).
Termin: grudzień 2017r.
Wyspy Zielonego Przylądka: państwo (archipelag) na Oceanie Atlantyckim położone 450 km na zachód od Afryki. Główny język to portugalski i kreolski. Wyspy stanowią mieszankę Afryki, Brazylii i Portugalii. Z Wysp pochodzi Cesaria Evora. Życiowe motto mieszkańców brzmi "no stress".
Zaczęło się tak:
Po wyjściu z samolotu na lotnisku zebrała się kolejka i wszyscy czekają do jednego stoiska rezydenta. To my też stanęliśmy i czekamy. Kilkuminutowe czekanie bez efektów jest nie dla mnie więc poszedłem popytać (taka praca). Okazało się, że kilkadziesiąt metrów dalej, za rogiem, dla nas niewidoczna stała Pani i czekała. I mogłaby tak czekać na nas bardzo długo ponieważ kolejka nie malała. W kilkanaście minut nasza grupa uczestników sama się zebrała poza kolejką i byliśmy gotowi do wyjścia. Czy Pani jest naszym pilotem ? Nie. Państwa pilot niestety nie mógł przyjechać ponieważ został okradziony z dokumentów i pieniędzy. Ale proszę się nie martwić takie sytuacje nie zdarzają się tutaj codziennie,właściwie to w cale. To był jakiś wyjątek. Co jej ukradli ? Wszystko. Z tego co wiem ma dotrzeć juro. A do tego czasu zajmie się Państwem Grzegorz czeka przed lotniskiem.
Przed lotniskiem przywitał na postawny mężczyzna, właściciel restauracji, który przejazd do hotelu umilał opowieściami o Wyspach. Oczywiście przed dojazdem do hotelu sprawne oko wypatrzyło "żabkę" i dalej już wiecie "psss csss".
Tylko gdzie ta zieleń na Wyspie Sal ? Jedziemy, jedziemy a wokoło krajobraz pustynny. Zieleń oczywiście była ale w innych rejonach. Tak że proszę się nie rozczarować i nie zniechęcać jeżeli po wyjściu z lotniska na Wyspie Sal nie zostaniecie otoczeni bujną, zieloną roślinnością.
Co nam się podobało: Wyjazd bardzo udany. Wyspy są zróżnicowane krajobrazowo i to właśnie przyroda była tematem przewodnim pobytu. Dużo pieszych, krajobrazowych wycieczek, z których jesteśmy zadowoleni. Polecamy.
Co nam się nie podobało: Nachalność miejscowych. Oczywiście grzeczni ale sprzedawcy nachalni. Nie przejdziesz ulicą czy plażą żeby co krok nie być zaczepionym przez sprzedawców pamiątek. Tak jest we wszystkich afrykańskich krajach, w których rozwija się turystyka. Panuje przekonanie, że wobec turysty sprawdza się "przyjacielskie podejście" czyli zagadaj, udawaj brata a przy okazji zaproponuj sprzedaż czy usługę .... Helo my friend, welcome....
Życie i codzienność: Miejscowi żyją głównie z usług turystycznych: hotele, sprzedaż pamiątek, kitesurfing. Mało ziemi uprawnej dlatego codziennym daniem jest głównie catchupa. Ogólnie jest biednie. Mimo to zaskakuje podejście do życia czyli "no stress". Bez pośpiechu, na luzie bracie, zrobi się. Na wakacje podejście jak najbardziej wskazane ale w codziennym życiu zdecydowanie nie. W taki sposób żadne społeczeństwo nie zbuduje dobrobytu w kraju. Ale z drugiej strony czy każdy kraj musi być mlekiem i miodem płynący. Wyspy takie są, taki ich urok i takie pewnie pozostaną. Nie nam to zmieniać.
Hotele: Podczas objazdu hotele *** . Jednak nie jest to standard powiedzmy europejski. Na wyposażeniu pokoju jest to co niezbędne. Niedogodnością mogą być tylko zużyte materace w łóżkach. A poza tym jest dobrze. Niestety hotelowe śniadania jak zwykle. Mam wrażenie, że pojęcie "śniadania kontynentalne" zostało wymyślone specjalnie dla turystów tylko po to, żeby nie podawać warzyw. Zresztą na Wyspach o warzywa dość trudno. Czyli śniadania w hotelach to bułka, masło, wędlina i ser żółty.
Co zjeść: Po pobycie w Senegalu i Gambii gdzie jedzenie było naprawdę pyszne także spodziewaliśmy się eksplozji smaków. Jednak spotkało nas rozczarowanie. W trakcie całego pobytu tylko kilka razy dobrze zjedliśmy. Na przywitanie i odjazd w restauracji prowadzonej przez polaka Grzegorza - Jazzmena z Trójmiasta. Zupa, stek z tuńczyka, ryż, surówka, wszystko pyszne. Kolejny raz to w restauracji, nad brzegiem oceanu, przy nieczynnym wulkanie. Jedzenie łącznie z winem pyszne. Poza tym podczas objazdu w porze obiadu karmili nas miejscowo czyli tym co wyhodują na słabej ziemi: rozgotowany maniok, bataty, cukinia, bakłażan, fasola czy groch, coś podobnego do kukurydzy, wszystko bez przypraw. Całość składa się na narodowe danie "catchupa". Niektórzy w celach poznawczych jedli i nawet chwalili. Na szczęście do posiłku podawali grog. Raz podali dobre sery. Kolacje w hotelach trochę lepsze, ryż, mięso, jakiś owoc, surówki. Tak w sam raz. Na szczęście wieczorami, w niedalekiej odległości od hoteli były sklepiki z piwem. Mówcie co chcecie ale miejscowy alkohol, piwo Stella, wskazany był dla flory bakteryjnej i dla zdrowotności.
Pogoda: Ciepło ale wietrznie na wszystkich wyspach przez cały rok. Wieje mocno lub mocniej. Dlatego wyspy stanowią jedno z lepszych miejsc na świecie do uprawiania sportów wodnych tj; windsurfing, kitesurfing.
Transport: W transporcie prywatnym przeważają pickupy i często nowe. Dużo taksówek. Transport publiczny istnieje, ale nie sprawdzaliśmy jak funkcjonuje. Jeżeli chodzi o taksówki to najlepiej cenę ustalić z góry za kurs. Inaczej może się zdarzyć, że trzeba będzie się wykłócać.
Internet: Z internetem bywa różnie. Zgodnie z informacją podawaną na recepcji w hotelach jest. Słaby ale jest. Czasami nie było. Oczywiście możecie pytać dlaczego nie ma. Ale czy w Afryce uzyskacie właściwą odpowiedź.
Waluta: Na Wyspy Zielonego Przylądka najlepiej wziąć dolary amerykańskie (USA). Jednak na Wyspach najlepiej wymienić na walutę miejscową. Zaoszczędzimy przeliczania, zaokrąglania, straty kilkudziesięciu centów. Ponadto sprzedawca będzie lub nie będzie miał wydać w dolarach i wyda w walucie miejscowej. Walutę wymienialiśmy w przyhotelowych kantorach, w których kurs był przyzwoity. Poza tym nie mieliśmy możliwości wymiany w innych miejscach. Standardowo przed wylotem proszę kontaktować się z pilotem i przewodnikiem, żeby pokazali gdzie wymienić pieniądze, które zostały w nadmiarze, ponieważ może się okazać, że na lotnisku nie będzie na to czasu lub możliwości.
CO ZOBACZYĆ
W trakcie pobytu mieliśmy zaplanowany objazd trzech wysp tj; Sal, Santo Antao, Sao Vicente.
Pomiędzy wyspami przemieszczaliśmy się promem oraz regionalnymi liniami lotniczymi. Kontrola na lotnisku tak jak wszędzie. Nas jak zwykle wzięli na kontrolę osobistą i to trzykrotnie.
Wyspa Sal
- Zwiedzanie wyspy. Za dodatkową opłatą przejazd (1 godz) nad naturalny słony basen, gdzie można zobaczyć zjawisko "magicznego oka" czyli grę światła i wody.
- Plaża Ponta Preta: jedno z najlepszych miejsc do uprawnia sportów wodnych tj; windsurfing, kitesurfing.
- Przelot z Sal miejscowymi liniami lotniczymi na wyspę Sao Vicente. Bez obaw. Miejscowe linie lotnicze to całkiem dobrze wyglądające samoloty śmigłowe. Podają wodę, miętówki i orzeszki. Lot trwa około 45 min. Trochę trzęsie na niskich wysokościach.
Wyspa Sao Vicente
- Mindelo: stolica archipelagu.Kolonialna Architektura.
- Calhau: wioska rybacka
- Praira Grande: szerokie, piaszczyste plaże: kitesurfing
- Baia das Gatas: miejscowość, w której odbywa się międzynarodowy festiwal muzyki
- Monte Verde: najwyższy szczyt wyspy, można dostrzec wyspę Sano Anto
Wyspa Santo Anto
- Przepłynięcie promem na wyspę Sano Anto, czas 1 godzina. Pierwsze 20 minut było nawet fajnie ale z czasem na wysokich falach zaczęło bardzo bujać i reszta rejsu upłynęła jak w kołysce. Osobom wrażliwym przed rejsem proponuję zjeść lekkie śniadanie (zresztą obfitych nie podają)
- Ribeira das Patas: miejscowość z olbrzymim kraterem wulkanicznym.
- Wizyta w miejscowej szkole, wręczenie dzieciom podarunków (przybory szkolne, jedzenie)
- Ribeira Alto Mira: wioska z pobliskim wąwozem.
- Tope de Coroa: trekking w okolicy najwyższego szczytu na wyspie
- Porto Novo: nocleg i kolacja przy muzyce miejscowego zespołu. Piosenki bardzo fajne, melodyjne.Nasza przewodniczka dała piękny pokaz regionalnego tańca.
- Ribeira Grande: bardzo ładna, malownicza trasa widokowa na szczyt krateru wygasłego wulkanu "Cova".
- Cha do Mato: spacer kanionami
- Figueiral: plantacje bananów i trzciny cukrowej. Można uczestniczyć w tłuczeniu i wyciskaniu trzciny.
- Ponta do Sol: zwiedzanie najbardziej wysuniętego na północ miasta
- Ribeira do Paul: zwiedzanie miasteczka Fontainhas położonego na zboczu góry połączonego z lekkim spacerem/trekkingiem po górkach i dolinach wąwozu (jak zawsze wystarczyły sandały). Tutaj zjedliśmy obiad u gospodarzy prowadzących "ekofarmę". Niestety czy "eko" musi oznaczać dosłownie brud. Raczej rzadko spotyka się restaurację stanowiącą jednocześnie garaż i warsztat. Po drodze plantacje bananów, trzciny cukrowej, kawy. W miejscowej destylarni degustacja alkoholi na bazie grogu i likierów, możliwość zakupu.
Warto posłuchać:
- muzyka Cesarii Evora
Dodaj opinię: komentarze & opinie