Cart

Kambodia

Wycieczka do Kambodży – czyli „Zaginione miasta Angkoru”.

Zdjęcia i linki do filmów na końcu artykułu. Menu: You Tube.

Termin: 02 – 11.11.2019

Trasa przejazdu: Tajlandia: Bangkok. Kambodża: Siem Reap. Angkor. Koh Ker. Beng Mealea. Jezioro Tone Sap. Phnom Penh. Powrót samolotem z Phnom Penh do Bangkoku w Tajlandii.

Organizator: Biuro Podróży Rainbow. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży „My Tours” z Lęborka – mytours.pl

Wyjazd do Kambodży połączony był z dwudniowym pobytem w Bangkoku w Tajlandii, gdzie spędziliśmy pierwszy i ostatni dzień wycieczki na zwiedzaniu miasta. Chwila zwiedzania z przewodnikiem, a reszta we własnym zakresie wynajętym tuk-tukiem, i wieczorową porą w gronie znajomych pieszo po okolicznych ciemnych uliczkach. Ale o Tajlandii opowiemy w lutym.  

Przekroczenie granicy (sorry, short funny story): Wylot z Warszawy. Przewoźnik PLL LOT Boeing 787 Dreamliner. Lot bezpośredni 10 godzin. Lądowanie w Bangkoku w Tajlandii. I tutaj pierwsza granica czyli wypełnianie formularzy wjazdu do Tajlandii. Pełen życiorys, matka z domu, nr tel. nr email, w jakim celu, jak długo, miejsce pobytu i takie tam. Oczywiście to samo przy wyjeździe z Tajlandii. Na nic to się zdaje ale takie mają procedury. Później chwila na skaner odcisków palców i już jesteśmy w Bangkoku. Następnie przejazd autobusem na granicę z Kambodżą. Jeżeli ktoś myśli, że taka przeprawa to strata czasu to zapewniam, że nie. Przejazd i przekraczanie granicy do Kambodży przynajmniej dla nas nie był to czas zmarnowany. Przejście granicy, tak przejście a nie przejazd, było niecodzienną sytuacją, na którą  nikt nas nie przygotował, dzięki czemu cały czas pozostawała niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji. Widocznie pilot wybrał taką dozę niepewności, dzięki czemu było ciekawie. Wyjście z autobusu. Załadowanie bagaży przez obsługę na ręcznie pchane wózki (monopol firm rodzinnych) każdy sprawdza swój bagaż czy został załadowany. Dalej pieszo najlepiej w cieniu ponieważ na słońcu jak na patelni. Następnie przebrnięcie przez tłum miejscowych, pogranicznych handlarzy (standardowo uwaga na kieszonkowców czyli plecaki na klatę). Spotkanie z dwoma szemranymi mężczyznami, którzy podprowadzili nas kawałek drogi otoczonej siatką. Następnie daliśmy im nasze paszporty, poszli  i tyle ich widzieliśmy. Ale pilot zapewnił, że wszystko będzie w porządku. Rainbow nazwał tą usługę „pośrednictwem wizowym” i skasował po 180 zł od głowy. Dalej pomiędzy Tajami i Khmerami przez wąski most, pomiędzy kordonem uzbrojonych żołnierzy aż do strefy „0”. Tam czekaliśmy na nasz autobus i rodzinę tragarzy, która zniknęła z naszymi bagażami. Chwilę to zajęło zanim się doczekaliśmy. Ale dzięki tej chwili mogłem pooglądać pograniczne życie nadzorowane przez żołnierzy i  policjantów, którego na szczęście u nas już nie ma. Nadmiernej kontroli może nie ma ale za to mundurowych musi być dużo i muszą być widoczni. Taki system działa ponieważ malutki obywatel otoczony kordonem uzbrojonych mundurowych ma czuć respekt wobec siły państwa. Obecność służb mundurowych powinna sugerować porządek i dyscyplinę. Ale i tak jest chaos. Nasz pobyt na granicy zbiegł się z odprawą mundurowych przeprowadzaną przez jakiegoś VIP-a. Dlatego mieliśmy okazję zobaczyć przekrój Khmerskiej armii.  W końcu odjechaliśmy ze wszystkimi bagażami ale bez paszportów,  zapewnieni przez pilota, że tak było szybciej a paszporty otrzymamy za dzień lub dwa. Zatem dalej w drogę do Kambodży. Należy dodać, że dla znudzonych czekaniem jest jeszcze opcja gry w kasynie. Kasyna zakazane na terenie Tajlandii są obecne w Kambodży. Coś na wzór zakazu hazardu w Turcji ale już Cypr turecki to raj dla hazardzistów.

Wiza: dla obywateli Polski wiza jest konieczna na wjazd do Kambodży. Musieliśmy skorzystać z pośrednictwa Rainbow ponieważ na indywidualne wyrobienie wizy mieliśmy już za mało czasu. Ale za pośrednictwem strony https://www.cambodiaimmigration.org wizę można wyrobić samodzielnie ponosząc mniejsze koszty. Tak też wyrabialiśmy wizę do Wietnamu. Szemrany pośrednik wizowy, który na granicy z Kambodżą dostał do ręki nasze paszporty podobno później składał własnoręcznie odciski palców za całą grupę.  Jak rozwiązali sprawę zdjęć każdego uczestnika wycieczki to tego nie wiem 😊

Kambodża: państwo w południowo-wschodniej Azji, na Półwyspie Indochińskim. Graniczy z Tajlandią, Laosem, Wietnamem, Zatoką Tajlandzką.

Większe miasta: Phnom Penh – stolica. Siem Reab. Koh Ker.

Ważne/Znane osoby: Niestety pisząc o niektórych krajach trzeba pisać i piętnować malutkich ludzi, ich chore umysły, tyranię i autoludobójstwo. Zatem Saloth Sar znany jako Pol Pot. W latach 1975 – 1979 przywódca Czerwonych Khmerów, odpowiedzialny za zrujnowanie kraju i ludobójstwo ¼ obywateli Kambodży.

Język: urzędowy khmerski. Rozmówki po angielsku słabo więc każdy może poczuć się pewnie. Jak umiesz się uśmiechać i pokazywać rękoma oraz znasz podstawowe zwroty czyli "ok" "drink" "how much" "beer" to się dogadasz. Każdy kierowca tuk-tuka na podstawie wizytówki hotelowej odwiezie was na miejsce.

Życie i codzienność oraz trochę niedalekiej historii: „Strach, który nigdy nie znika … jakaś władza przyjdzie i powie, że nie wolno … będą krzyczeć … strach przed  zawiązanymi oczami i skrepowanymi z tyłu rękami. To obawa przed innymi ludźmi”. (cyt; Pianie kogutów, płacz psów” W.Tochman).

Khmerowie czy Czerwoni Khmerzy ? Kim są ? kim byli ? Czy nadal żyją w Kambodży ? Z kim lub z czym kojarzymy Kambodżę ? Odpowiedź będzie zależna od wieku czytelnika. Młodzież zapewne wie, że takie państwo jak Kambodża istnieje, ale co poza tym ? No właśnie.  Pisząc o Wietnamie wspomniałem o wojnie, przez którą o kraju stało się głośno. Tylko dlaczego przez wojnę a nie przez osiągnięcia i kulturę. Tak samo sytuacja ma się z Kambodżą. Musiało dojść do narodowej tragedii, żeby świat usłyszał o Kambodży. Do tragedii, która przyćmiła największy skarb państwa Khmerów czyli Angkor. Niejaki Saloth Sar znany jako Pol Pot (przynajmniej jemu zostało wszystko przypisane) w swoim chorym umyśle stworzył utopijne, komunistyczne państwo. Przed obywatelami roztoczył wizję wspólnoty i równości po czym osiągając poparcie niewykształconego społeczeństwa z bandą miernot nazywających siebie Czerwonymi Khmerami przystąpił do realizacji zamierzonego planu wymordowania wykształconych  a następnie wszystkich niepokornych  obywateli Kambodży i wprowadzenia terroru. Ot takie Imperium Khmerów sobie wymarzył. Zamknął wszystkie szkoły, urzędy, szpitale, zakłady pracy. Dosłownie wszystko. Wycofał z obiegu pieniądze. Mieszkańcy miast zostali zmuszeni do opuszczenia miast i przeniesienia się na wieś do pracy. Kambodża, miała stać się państwem  samowystarczalnym, bezklasowym, ateistycznym i odciętym od świata. Po prostu wszystko dla dobra ludu. Ciemny lud niech się nie martwi i nie myśli. Od tego jest władza. Ludzie mają się bać. Tak oto jeden człowiek zniszczył naród Khmerów kojarząc ich na długie lata z terrorem czerwonych Khmerów. Krwawa dyktatura rządu Pol Pota i Czerwonych Khmerów na szczęście rwała tylko 4 lata (1975 – 1974) ale przyniosła niewyobrażalne straty dla Kambodży, która z zapaści podnosi się po dzień dzisiejszy. Ci którzy przeżyli nadal pamiętają strach, który nigdy nie znika, a największą pamiątką tego strachu jest budynek szkoły, w którym znajdowało się krwawe więzienie tortur a obecnie Muzeum Ludobójstwa Toul Sleng S-21. Starsi pamiętają, a młodzież ? Jak to młodzież. Czy polska młodzież rozpamiętuje czasy  PRL ? Tak samo jest w Kambodży. Dla tych, których stać liczy się smartfon i sprawy kciuk. Czerwoni Khmerowie to już daleka przeszłość. Życie toczy się dalej.  Gdyby nie wyniszczające ludność rządy Pol Pota zapewne było by inaczej. Chociaż pod rządami rodziny królewskiej kto wie jaki byłby wyzysk.

Kambodża nadal jest biednym krajem. Miejscami widać dosłownie nędzę i ubóstwo. Kto może to handluje czym się da. Kto może to pcha swój zdezelowany wózek lub pracuje całą dobę wożąc turystów tuk-tukiem. Gro ludzi pracuje w rolnictwie oraz usługach towarzyskich „mister, masaż 1$”. Dzieciaki, które nie chodzą do szkoły, zbierają się grupkami w tłumnych miejscach oferując pamiątki lub jak w naszym przypadku zabawę z tarantulami. Odnośnie dzieci to jest też ciemniejsza strona ich życia a dotyczy handlu dziećmi, seks turystyki i wyzysku. Bo kto się będzie przejmował khmerskimi dziećmi. Jak to w Azji dominuje handel żywnością. Stragany z warzywami i mięsem, uliczny fastfood widoczne są na każdym kroku. Jednak higiena tego handlu pozostawia wiele do życzenia co uwidoczniłem na zdjęciach. O ile w Wietnamie jedliśmy w ulicznych garkuchniach to w Kambodży aż tak odważni nie byliśmy. Za niedługo przekonamy się jak będzie w Tajlandii. Oczywiście są też bogatsi ludzie, których stać na mieszkanie i samochód. Ale to głównie ludzie, którzy mieli możliwość zdobycia wykształcenia i w miarę dobrze płatnej pracy w administracji. Ci, którzy mieli mniej szczęścia od dzieciaka handlują i pracują na ulicy. Jakoś sobie radzą, szczególnie jak sprzedają  turystom. Wówczas cena rośnie kilkukrotnie.  Mieliśmy okazję zobaczyć zarówno blaszane, pozlepianie chaty nad brzegiem rzeki w Phnom Penh czy wzdłuż aktywnych torów kolejowych, slumsy ulokowane w bocznych ulicach miasta oraz kontrast tego ubogiego życia gdzie piwo 0,3 L lub sok w restauracji kosztuje od 4$ a na turystę patrzy się jak na worek z pieniędzmi. Trzeba jechać i to zobaczyć. Turystyka w Kambodży kwitnie z roku na rok.

Na koniec trochę o ekologii czyli  tony plastiku. Europa jeszcze nie dojrzała do zmiany a Azja chyba nigdy nie dojrzeje do zmiany plastikowych przyzwyczajeń,  chociaż w sklepach już pytają czy pakować towar w foliowe torebki. Szczytem głupoty jaki widziałem były pojedyncze banany pakowane w plastikowe torebki. W Polsce nie jest lepiej. W sklepie Biedronka wszystko jest w plastiku nawet pojedyncze sztuki szczypioru.

Religia: Dominującym wyznaniem jest odłam buddyzmu tj; buddyzm theravada, aż 80 - 90 % społeczeństwa (różnie źródła informacji). Reszta to chrześcijaństwo, islam, hinduizm i inne mniejszościowe odłamy wyznań. W czasie rządów  Pol Pota, zresztą jak to w każdej dyktaturze, nie tolerowano religii. Dlatego też niszczono świątynie i wymordowano lub wysiedlono mnichów. Jednak pomimo dalekich zapędów niejednego dyktatora zmierzającego do unicestwienia wszelkiego życia ludzie i buddyzm przetrwał.

Co nam się podobało: Wyjazd był bardzo udany. Program był intensywny aczkolwiek tempem zwiedzania dobrze dobrany.  

Na szczególne uznanie zasługuje:

  • Oczywiście Angkor: zabytkowy kompleks miejski pozostały po dawnej stolicy Imperium Khmerskiego. Uwaga ! obowiązują zakryte ramiona.
  • Wschód słońca w Angkor (sorry, short thiller storry): wczesno-poranny około godz. 04.00 wyjazd na wschód słońca tuk-tukiem do Angkor  z hotelu w Siem Rep. Nie wyobrażam sobie być młodym, będąc w pobliżu Angkor nie skorzystać z takiej możliwości. Zamówiliśmy tuk-tuka na godz. 04.00. Wyszliśmy z hotelu i tuk-tuk już stał. Początkowo wydawało się, że jedziemy tylko my. Jednak w miarę zbliżania się do celu nocne zagęszczenie tuk-tuków zaczęło rosnąć  aż przybrało rozmiary atakującego wojska.  Za nami niezliczona ilość przednich świateł a przed nami kopcące tłumiki. Kierowca nas wysadził i powiedział „go ticket”. Poszliśmy we wskazane miejsce, kupiliśmy bilety za zdjęciem i z powrotem do kierowcy. Ciągle czekał wypatrując swojej przyszłej sowitej zapłaty za kurs czyli  12 $ za 4 osoby w dwie strony oraz 2 godzinne  oczekiwanie przy drodze do kompleksu świątyń.  Wsiadamy i dalej w drogę ufając, że w ciemnicy dojedziemy na miejsce. Dojechaliśmy. Ciemno jak wiecie gdzie. Kierowca pokazał „go there” i powiedział, że będzie na nas tutaj czekać. Cóż, dajemy wiarę i idziemy za tłumem w ogarniającą nas ciemność. W tle słychać krzyki małp i tylko gdzieniegdzie widać pobłyskujące światło smartfonowych latarek. Tuk-tuka już dawno nie widać i kto  wie co w ciemnościach dzieje się z kierowcą. Przechodzimy punkt kontroli biletów i wchodzimy na coś miękkiego i ruchomego, diabli wiedzą co. Wokoło tylko ciemność. Po czym szliśmy i co było wokoło, dowiemy się dopiero w drodze powrotnej. Może i lepiej, że było ciemno. W końcu dochodzimy na miejsce. Przynajmniej tak nam się wydaje sądząc po tłumie ludzi zebranych nad dużym stawem. W około podobno „cud świata” a ludzie tłoczą się nad brzegiem stawku jakby każdy chciałby być na środku. Później dowiedziałem się dlaczego. Powoli jaśniało i zaczęły ukazywać się kontury najpiękniejszej świątyni czyli Angkor Wat a w tle wschodzące słońce. Było warto 😊. Wróciliśmy, kierowca tuk-tuka nadal czekał i zdążyliśmy do hotelu na śniadanie. Po śniadaniu, będąc szczęśliwymi posiadaczami biletów wstępu i bogatsi o nowe wrażenia na spokojnie pojechaliśmy autokarem zwiedzić Angkor za dnia.
  • Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng (S21) w Phnom Penh, stolicy Kambodży.
  • Pływające wioski na jeziorze Tonle Sap: wyjątkowe miejsce, w którym rodziny żyją na łodziach stanowiących ich cały dobytek. Liczba łodzi jest tak liczna, że tworzą "pływające wioski". 

Co nam się nie podobało: ze strony biura i pilota wszystko było dobrze zorganizowane. No może początkowo kłótliwi ludzie, którzy nie rozumieli pilota i jego prawidłowej organizacji wsiadania i zajmowania miejsc w autobusie. Standardem jest, że pilot i miejscowy przewodnik zajmują pierwsze  miejsca w autobusie czyli tam gdzie mikrofon i po to, żeby mieć kontakt z kierowcą. Ludzie to nie są miejsca dla was. Standardem jest, że pilot wyczytuje osoby według kolejności zakupu wycieczki i w takiej kolejności wsiada się do autobusu. Standardem jest, że single siadają razem a nie jeden singiel na dwóch miejscach. Wykupił jedno to siada na jednym a nie dwóch miejscach. Kupiła Pani wycieczkę z mężem to razem z nim siedzi a nie każdy osobno na dwóch miejscach ponieważ razem się nie mieścicie. Przez taką ludzką ignorancję powstaje bałagan i brakuje miejsc w autobusie. Trzeba wysiadać i ponownie słuchać organizacji pilota. A ludzie i tak dalej swoje.

Pilot wycieczki: Łukasz. Zorganizowany, komunikatywny i pomocny. Dobrze poprowadził wyjazd.

Czas lokalny: w Kambodży należy przestawić zegarki do przodu o 5 godzin.

Hotele: W związku z rozwojem turystyki hotele są na przyzwoitym poziomie. W czasie objazdu Rainbow nie poskąpił i zapewnił dobre hotele. Gościliśmy w Bangkok Palace Hotel (Tajlandia), Sokharoth Hotel (Siem Rep, Kambodża), Ohana Palace Hotel (Phnom Penh, Kambodża). Standard i wyżywienie jak dla nas na bardzo dobrym poziomie. Lokalizacja hoteli tym razem też bardzo dobra ponieważ nie na zaścianku miast ale w otoczeniu miejscowego życia. Dzięki czemu tylko kilka kroków dzieliło nas od możliwości obcowania z miejscową kulturą „mister, masaż 1$” 😊.

Jedzenie: Azja to jedzenie. W Wietnamie, Kambodży, Tajlandii jedzenie jest na pierwszym miejscu. Idąc ulicami widzi się przeważnie jedzących na ulicach ludzi. Azjaci nieustannie jedzą i szybko jedzą. Machają  pałeczkami jakby ktoś miał im zabrać miskę od ust.

Gdzie zjeść:  z miejscówkami do jedzenia nie ma problemów. Wystarczy usiąść na krawężniku a po chwili znajdzie się miejscowy, który będzie oferował sprzedaż ulicznego, miejscowego fastfoodu. Ulicznych garkuchni nie brakuje, są na każdej ulicy, na każdym rogu, na każdym targu. Mniej odważni o wrażliwszych żołądkach mogą korzystać z  barów, w których stołują się mieszkańcy. A dla krezusów przeznaczone są turystyczne i hotelowe restauracje zasiedlone przez Europejczyków i amerykanów, w których dogodzą sobie ci którzy nie mogą obejść się bez frytek i kurczaka.   

Co zjeść: różności i cuda na kiju. Począwszy od wodorostów, poprzez robale i żabie udka po dania przypominające mięso i bardziej ludzki ryż i makaron. W każdym razie w hotelach jedzenie było bardzo dobre i bardzo rozmaite. Ale i tak mając do wyboru miejscowy ryż i makaron zawsze wybiorę ryż, makaron i miejscową zupę. Pomimo moich niewyszukanych upodobań dziwi mnie jednak fakt, że goście mając tyle dań do wyboru stoją w długiej kolejce do jednego kucharza po sadzone jaja. No ludzie, No. Dajcie człowiekowi żyć.  Mógłbym wymienić kilka dań kuchni khmerskiej ale rezygnuję. Nic wam to nie da i kto to spamięta. Niektórzy autorzy je podają ale to tylko namiastka tego co nas czeka.  Ale pomijając nazwy dań, podstawa kuchni to ryż, makaron, wołowina, kurczak, zupy (buliony) w większości na mleczku kokosowym z dowolnie komponowanymi składnikami. Tak, że nie koncentrujcie się na nazwach a na składnikach ponieważ za każdym razem będą inne i mogą inaczej smakować.  Jest taka rozmaitość i dowolność komponowania regionalnych składników, że nasz khmerski przewodnik podczas postoju na lunch nie znał nazw zup, które jedliśmy.  To o czymś świadczy. Nie to co u nas. Gdzie nie pojedziesz to poznasz pomidorową, fasolową, rosół, ogórkową itd. (Polska zupami stoi). W Kambodży jak widać co wioska to własna kompozycja kulinarna.

Waluta/Ceny: waluta: Riel.  1$ = 4000 riel. Chodzisz z milionami w kieszeni. Ceny na ulicy dla miejscowych i turystów inne. Przypatrzcie się na rynku ile za żabę zapłaci miejscowy a ile turysta. Turysta oczywiście kilkukrotnie więcej i raczej więcej jak w sklepie. Ceny w sklepach są przystępne na polskim poziomie. Piwo 0,3L - 0,8$. Piwo 0,3L lub mieszanka soku w restauracji 3-4$.

Pogoda: pora sucha: listopad – maj oraz  pora deszczowa: czerwiec – październik. Zależy co kto woli. Pot czy strugi deszczu cieknące po plecach.  My byliśmy w listopadzie i było bardzo gorąco a miejscami jak na patelni. Nie wiem ile było stopni ale k….. gorąco, z 33oC na pewno. Zwiedzając Angkor położony w bujnych lasach dało się wytrzymać. Na szczęście w miejscach turystycznych okoliczni sprzedawcy z przenośnymi lodówkami ratowali życie piwem za 1$.

Internet: W hotelach było darmowe WiFi. Roaming: połączenie głosowe 8 zł min. SMS 2 zł.

Bezpieczeństwo: Wieczorami zdarzało się wyjść na piwo i wróciliśmy cali i zdrowi. Kambodża to turystyczny kraj, tak że nie ma co się obawiać wychodzić wieczorem i zajrzeć w lokalne, mniej odwiedzane ulice. Ale oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Na głównych ulicach Phnom Penh czy Siem Rep to przeważnie sami turyści.

Co warto kupić: Tym razem nic wyszukanego nie było. Koszulki z regionalnymi napisami są dla nas standardem, tak że dwie trafiły do walizki. Przywieźliśmy głównie przyprawy. 

Elektryczność: europejskie wtyczki pasują do gniazd elektrycznych.

Toalety: w miejscach publicznych, restauracjach oczywiście są, ale ? na wyposażeniu toalet zamiast papieru toaletowego jest wąż z prysznicem, który służy do mycia części ciała po zakończeniu czynności. W niektórych restauracjach papier toaletowy był na wyposażeniu.

 

CO ZOBACZYĆ:

 

Trasa przejazdu:   Tajlandia: Bangkok. Kambodża: Siem Reap. Angkor. Koh Ker. Beng Mealea. Jezioro Tone Sap. Phnom Penh. Sihanoukvile. Powrót samolotem z Phnom Penh do Bangkoku w Tajlandii.

Angkor: wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco. Naprawdę żadne zdjęcie i film nie oddadzą ogromu i atmosfery tego miejsca. To trzeba zobaczyć zwłaszcza o wschodzie słońca. Nazwa Angkor jest stosowana do państwa Khmerów istniejącego w okresie od 802 do 1432 roku, nazywanego Imperium Khmerskim, które dało początek dzisiejszemu Królestwu Kambodży. Jest to kompleks kamiennych budowli rozlegle położony na terenach leśnych kilka kilometrów od miasta Siem Reap, na które składają się miasta i  liczne świątynie. Całość  obejmuje obszar około 400 km².  Świątynie mają swoje nazwy, z których najbardziej znaną i najbardziej okazalszą jest Angkor Wat.

Phnom Penh: stolica Kambodży a w niej Pałac Królewski, srebrna Pagoda, pomnik niepodległości, świątynia Wat Phnom - najstarsza świątynia w mieście.

Święto wody w Phnom Penh: w Phnom Penh mieliśmy okazję zobaczyć przygotowania do święta wody odbywającego się raz do roku. Na rzece Mekong oglądaliśmy kilkudziesięcioosobowe załogi w długich i wąskich łodziach w trakcie treningu i przygotowań do zawodów. W trakcie święta do zawodów stają kilkadziesiąt załóg.

Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng w Phnom Penh: muzeum poświęcone ofiarom reżimu Pol Pota. Znajduje się w budynku dawnej szkoły średniej gdzie w klasach urządzono sale tortur, w których w męczarniach mordowano ludzi pod pretekstem zdrady reżimu, bycia wrogiem narodu i współpracy z zachodnimi służbami. Co zawinił nieświadomy, niepiśmienny chłop żeby wiedzieć w jakiej sytuacji się znalazł i czego od niego chcą oprawcy, którymi byli ludzie podobni jemu, z tym że im dano do ręki broń. Też nie wiedzieli o co chodzi ale mając broń czuli się przynajmniej kimś. Bronią często była łopata, którą zabijano ludzi, gdy skończyła się amunicja.

Pola Śmierci:  jak nazwa sugeruje miejsce gdzie wywożono i masowo zabijano ludzi po czym grzebano w masowych grobach.  Pola śmierci znalazły swoje odzwierciedlenie w tytule brytyjskiego filmu pt; „Pola śmierci” w reżyserii Rolanda Joffe.

Jezioro Tonle Sap: w zależności od pory roku poziom wody podwyższa się lub obniża nawet o 7 m. Stąd nad brzegiem jeziora charakterystyczne domy na wysokich palach. Z tym, że w porze deszczowej z uwagi na podwyższony poziom wody pali prawie nie widać. Jest to zależne od dziwnego zjawiska tj; po rozpoczęciu się pory deszczowej rzeka Tonle Sab zmienia kierunek swego biegu i zaczyna płynąć wstecz, wtłaczając wody z Mekongu. Wówczas poziom wody jeziora znacznie się podnosi.

Pływające wioski na jeziorze Tonle Sap: płynąc przez jezioro obserwujemy codzienne życie ludzi mieszkających na łodziach cumujących na jeziorze pośród bujnej roślinności namorzynowej. Łodzie znajdują się tak blisko siebie, że z daleka wyglądają jak jedna całość tworząca pływająca wioskę. Dla nas miejsce wyjątkowe i rzadko spotykane. Dla Khmerów trud życia.

Farma krokodyli na jeziorze Tonle Sap:  w trakcie rejsu po jeziorze dopływamy do obowiązkowego punktu na trasie mianowicie do farmy krokodyli, z której miejscowi starają się zrobić ich zdaniem biznes i chyba ten biznes robią. Otóż jest to niecka w wodzie otoczona platformą, do której cumują łodzie. W niecce z małą ilością wody znajdują się krokodyle w takiej ilości, że chodzą po sobie. Obok jest sklep,  w którym można kupić rzeczy zrobione z tych krokodyli. Krokodyle hodowane są na mięso, a  to co zostanie czyli skóra i zęby wykorzystuje się na wątpliwej jakości pamiątki, których i tak nikt nie przewiezie przez granicę. Widok bardzo odpychający bo to przecież  umęczone zwierzęta. A polskie świnki w chlewniach i kurki na fermach, które nigdy nie widziały nieba to co ? My jemy to co jemy, a oni mięso z hodowanego krokodyla. I to by było na tyle.

Jezioro Tonle Sap i wyzysk dzieci: w około opisanej farmy krokodyli, pomiędzy łodziami z turystami, na mniejszych pirogach pływają matki, często rodziny z  małymi nagimi dziećmi, które trzymane na rękach wystawianie są w stronę ludzi.  Większe dzieci, również nagie, często trzymają owiniętego na ramionach dużego węża. Wszystko ma na celu wzbudzenie w turyście litości i wyłudzenie kilku dolarów. Tak być nie powinno i nie należy tych ludzi zachęcać to tego rodzaju praktyk dając im pieniądze.

Ta Phrom: ta okazała świątynia zasługuje na indywidualne wyróżnienie chociaż stanowi element kompleksu Angkor. To tutaj  najbardziej widać jak budowle pochłaniane są przez oplatające je  i wrastające korzenie olbrzymich drzew.

Koh Ker i świątynia Beng Mealea: kompleks częściowo zniszczonych budowli położonych w dżungli, z których najbardziej charakterystyczną jest piramida sięgająca na wysokość 30m. Drewniane strome schody zamontowane na jednej ze ścian umożliwiają wejście na wierzchołek.

Pub Street w mieście Siem Reap: rozrywkowa ulica w mieście Siem Reap. Jak nazwa wskazuje ulica restauracji i pubów oraz sklepów z pamiątkami. Posiedzieliśmy, zjedliśmy i wypiliśmy w dobrej restauracji, gdzie ku naszemu zaskoczeniu piwo kosztowało 1$. Gosia i Natalia szczególnie upodobały sobie szejka o smaku mango i awokado.

Przedstawienie w Amazon Angkor Restaurant w mieście Siem Reap: wstęp 20$. W cenie bufet. Okazja do zobaczenia przedstawienia składającego się kilku scen opisujących dawne życie i kulturę Khmerów.

 

Warto obejrzeć:

  • Pola śmierci (1984r. John Malkovich, Sam Waterston, H.S.Ngor)
  • Najpierw zabili mojego ojca (2017r. Reż. Angelina Jolie)

 

Warto przeczytać:

  • Pianie kogutów, płacz psów”, Wojciech Tochman.

 

Linki do video travelzoom.pl

 Dodaj opinię: komentarze & opinie

 

 

 

czwartek, 09 styczeń 2020