Wycieczka do Kenii - "Kenijskie Trio" czyli Hakuna Matata. Jumbo Jumbo. Bara Bara i Kuku na muniu.
Z lwem w wysokiej trawie jest tak jak z policyjnym radarem. Jak go widzisz to już jest za późno.
Witamy w Kenii i zapraszamy na Safari. Jumbo :)
Organizator: Biuro Podróży Rainbow. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży „My Tours” z Lęborka – mytours.pl.
Wylot z Warszawy. Czas przelotu 10 godz. z międzylądowaniem w Egipcie (postój 45 min na tankowanie i wymianę załogi). Lądowanie w Mombasie.
Termin: 08.12.2018. Czas pobytu: 8 dni.
Kenia: państwo położone na równiku we wschodniej Afryce nad Oceanem Indyjskim. Graniczy z Somalią, Etiopią, Sudanem, Ugandą, Tanzanią. Stolicą i największym miastem Kenii jest Nairobi.
Wiza: Na wjazd do Kenii wymagana jest wiza, którą można wykupić na lotnisku w Mombasie podczas kontroli paszportowej, koszt wizy 50$. Podczas kontroli i sprawdzania paszportu urzędnik wykonuje zdjęcia wszystkim odwiedzającym Kenię a niektórym osobom elektronicznie rejestrują odciski palców. Całość zajmuje kilka minut.Tak że przed wyjazdem do Kenii wizy nie trzeba wyrabiać w Polsce.
Pilot wycieczki: W trakcie Safari naszym pilotem był młody, przystojny, znany i lubiany pan Robert. W związku z tym, że nasza grupa jeździła w 5 minibusach musiał kilka razy w ciągu dnia przesiadać się między busami i tak dzielić czas dla wszystkich uczestników. Pomimo trudnej pracy opanowany, rozmowny, rzeczowy i dla każdego miał czas.
Co nam się podobało: Oczywiście safari, które było naszym głównym celem wyjazdu. Pobyt na safari zaliczamy do bardzo udanych. Na pewno wybierzemy się na kolejne safari do Parku Narodowego Serengeti w Tanzanii. Ale ! Jeżeli chcecie zobaczyć to co my to raczej trzeba się spieszyć. Ludność Kenii rośnie w zastraszającym tempie około 1 500 000 ludzi rocznie. A to oznacza coraz mniej terenów dla zwierząt a więcej pod uprawy. W takich warunkach proces zagłady jest nieunikniony.
Co nam się nie podobało: Pobyt i trzydniowy wypoczynek w hotelu *** możemy uznać za przeciętny. Na pewno nie wybralibyśmy Kenii tylko na wypoczynek, leżakowanie i plażowanie i to nie tylko dlatego, że preferujemy wycieczki objazdowe. W hotelach *** wypoczywają Kenijczycy, którzy w strefie relaksu przy basenach zachowują się bardzo głośno. Im głośniej tym lepsza zabawa. Ale w końcu są na urlopie. Zresztą nie tylko oni. Byliście kiedyś na wakacjach w Turcji lub na Cyprze ? Na szczęście teren hotelu był podzielony na strefę zabawy i muzyki przy basenie oraz strefę cichszą gdzie leżakowaliśmy i kąpaliśmy się w oceanie - wytrzymaliśmy aż 1,5 dnia. Musieliśmy wyjść poza hotel zobaczyć codzienne, kenijskie życie.
„Special price for you” czyli beachboys’i na plażach. Młodzi mężczyźni oferujący sprzedaż pamiątek (muszelek, koralików i usług seksualnych itp.). Są po prostu nachalni. Nie są niemili, nie są niegrzeczni ale są dosłownie natrętni. Nie odpuszczą turyście dopóki czegoś od nich nie kupi. Dlatego ich obecność zniechęca do wyjścia na plażę. Na szczęście potrafię sobie z nimi poradzić.
Hotele: Ogólnie z hoteli jesteśmy zadowoleni. W trakcie pobytu i objazdu ***. Z tym, że jest to standard *** afrykański. Tak że jakość wykończenia wnętrz może nie zadowalać. Dla chętnych oczywiście są hotele *****. Tak, że nie ma co wybrzydzać. Jednak pokoje były czyste, klimatyzowane i codziennie sprzątane, bieżąca zimna i ciepła woda. Trzydniowy pobyt spędziliśmy w Hotelu Reef, około 1 godziny jazdy od Mombasy. Hotele na safari znajdują się na terenie Parków Narodowych i położone są w bardzo ładnych miejscach. Z tarasu widokowego Hotelu Voi Safari Lodge mieliśmy piękny widok z góry na sawannę Parku Tsavo East. Z Hotelu Kibo Safari Camp przy parku Narodowym Amboseli, w którym spaliśmy w klimatycznych domkach krytych strzechą, mieliśmy niesamowity, poranny widok na Kilimanjaro. Poza tym przy hotelach znajdują oczka wodne czyli poidła dla zwierząt dzięki czemu zwierzęta można oglądać dosłownie na wyciągnięcie ręki. W Hotelu Ngulia Safri Lodge w Parku Tsavo West widzieliśmy pokaz karmienia lamparta. Widok niesamowity. W czasie kiedy jedliśmy kolację, poza hotelem za niewielkim ogrodzeniem, kilkanaście metrów od nas lampart zjadał kość. W hotelach w Parkach Narodowych mogą być ograniczenia w dostępności prądu o czym goście są informowani i podawane są godziny kiedy prąd jest. Niezbędne są przejściówki typu angielskiego.
Jedzenie: W hotelach bardzo dobre i bardzo duży wybór. Warzywa surowe i poddane obróbce termicznej (dużo wege), mięsa: kurczak i wołowina, kiełbaski, ryby, ryż, makaron, jaja, naleśniki, owoce, desery z ciast, wszystkiego pod dostatkiem i dobrze przyprawione. Takich słodkich ananasów jak tam jeszcze nie jedliśmy. Jedzenia na mieście nie próbowaliśmy może dlatego, że widzieliśmy w jakich warunkach było przygotowywane. Jedliśmy w restauracji w centrum handlowym Niali – Naivas niedaleko hotelu Reef. Bardzo dobre i duży wybór na wzór szwedzkiego stołu. Przy daniach nie było cen a przynajmniej my ich nie widzieliśmy. Cenę klient poznawał dopiero przy kasie. Zapłaciliśmy 8$ za dwie osoby i naprawdę byliśmy najedzeni. Inni mogli by nie być, ale my jesteśmy szczupli.
Pogoda: Kenia znajduje się w zasięgu klimatu równikowego dlatego temperatura powietrza jest wyrównana w ciągu całego roku. W ciągu dnia waha się w granicach 27 – 33OC. Noce również są gorące 20 – 24 OC. Klimat na wybrzeżu jest wilgotny. Im dalej w głąb kraju tym klimat suchszy. Oczywiście jest pora deszczowa i pora sucha. W grudniu temperatura powietrza w ciągu dnia wynosiła 33 OC, a wilgotność w Mombasie czyli przy oceanie aż trudna do opisania. Powietrze zastygłe i gęste, masz wrażenie ze można je kroić i wyżymać. Siedzisz i się pocisz. Piwo Tusker pomagało tylko na chwilę. Na osiem dni pobytu przez 5 dni padał deszcz i to dosłownie burze i oberwanie chmury. Na szczęście tylko w nocy. Dni były w pełni słoneczne.
Opalanie: koniecznie krem z filtrem i to najlepiej 50. Inaczej grozi silne poparzenie skóry. Kąpiel w oceanie zalecamy w koszulce, w innym wypadku słońce spali skórę.
Repelenty na owady: używaliśmy preparat „Muga”. Okazał się skuteczny ponieważ nic nas nie pogryzło. Ale też nie zauważyliśmy nadmiernej ilości komarów. W sezonie w Polsce komarów jest znacznie więcej. Co do owadów latających typu monstrualne chrabąszcze, chrząszcze, koniki polne itp; to wieczorami w hotelach na safari było ich bardzo dużo. Takie ilości, że chrupały rozgniatane pod butami. Cóż, taki mają klimat. Podobno można też spotkać skorpiony i jadowite węże. Na szczęście żadnego nie widzieliśmy ale one zapewne w nocy widziały nas kiedy spaliśmy. Dlatego wychodząc na kolację konieczne jest ubieranie długich rękawów, zakrywanie nóg i ubieranie pełnych butów. No chyba, że ktoś chce obcego pod koszulką lub we włosach a uwierzcie mi ciarki można mieć na plecach jak leci taki chrząszcz jak mały bombowiec. Ponadto wymagana codzienna, wieczorna i poranna kontrola ręczników, ubrania, butów pod kątem obecności ich nowych, nocnych mieszkańców.
Malaria: mówią że jest obecna i przenoszona przez komary dlatego używaliśmy „mugi”.
Ocean Indyjski: w grudniu woda była bardzo ciepła około 28 - 30 OC. Podczas codziennych odpływów zaczynających się około godz. 10.00 plaża odsłaniała się na kilkadziesiąt metrów. Powstawały niewielkie zatoczki z piaszczystym dnem idealne do kąpieli. Kąpiel w oceanie zalecamy w koszulce. Inaczej nawet nie wiadomo kiedy słońce spali skórę.
Plaże: długie i piaszczyste są miejscem spotkań Kenijczyków. Plaże były tak oblegane przez Kenijczyków jak nasze bałtyckie w letnim sezonie tylko bez parawanów. Powiem, że czuliśmy się dość nieswojo jako jedyni europejczycy wśród tego tłumu.
Waluta: Szyling Kenijski. 1 Szyling = 1 $. Kenia jest drogim Krajem a przynajmniej dla nas była. Oczywiście nie wszystkie produkty są drogie. Ale te, które kupują turyści można uznać za drogie. Ceny z większego marketu: Piwo Tusker 0,5L – 1,7 $. Kenijska kawa bardzo dobrej jakości 10 $. Woda 0,5L – 0,4$.
Internet: w hotelach był darmowy i działał. Roaming: rozmowa 8 zł/min, sms 2 zł.
Bezpieczeństwo: W ciągu dnia, w czasie kiedy wychodziliśmy z hotelu było bezpiecznie. Do centrum handlowego jeździliśmy tuk-tukiem ( tylko 100 szylingów a wrażenia bezcenne). Na plaży przy hotelu (plaże są publiczne) w ciągu dnia też było bezpiecznie. W nocy poza hotel i na plażę na pewno nie odważyłbym się wyjść. I tak też nam bezwzględnie odradzano.
Co warto kupić: kawę i herbatę. Kenia jest czołowym producentem kawy i herbaty. Najlepsze kenijskie kawy mają oznaczenia "AA", 10$ za 375g. Polecana kenijska herbata to "Kericho Gold", opakowanie 100 torebek 3-4$. Pamiątki: ile wytargujesz tyle zapłacisz. Ceny wyjściowe są cenami z kosmosu. Przykładowo bransoletka wykonana z kolorowych, małych, plastikowych koralików 20$. W rzeczywistości warta jest 2-3$. Niechętnie opuszczają ceny ponieważ mają zbyt. Turystów z zachodu Europy widocznie jest stać, że tyle płacą.
CO ZOBACZYĆ:
Safari: Kenia zapewnia niesamowite przeżycia podczas pobytu na Safari, które było naszym głównym celem wyjazdu. Było to nasze pierwsze safari, na którym spędziliśmy 4 intensywne dni i nabraliśmy ochoty na kolejne. Odwiedziliśmy Parki Narodowe Tsavo West, Tsavo East oraz Amboseli. W sumie przejechaliśmy około 1600 km. W parkach i pomiędzy parkami jeździliśmy w mini busach marki Toyota (bez klimatyzacji) po 6 – 8 osób w busie. Zresztą klimatyzacja nie była potrzebna i nie odczuwaliśmy jej braku. W parkach jeździliśmy z odkrytym dachem, który był podnoszony i stanowił osłonę przed słońcem. Większość przejazdu po parku odbywała się na stojąco żeby móc widzieć zwierzęta. Zaplanowane były dwie wizyty w parku w ciągu dnia, poranna w godz. 06.15 – 11.30 oraz popołudniowa w godz. 16.00 – 19.00. W południe jest tak gorąco, że nawet zwierzęta chowają się w cień. Poza tym przerwa była przewidziana na przejazd do hoteli i lunch.
Podczas przejazdów pomiędzy parkami można obserwować codzienne, trudne życie Kenijczyków. Trudne przez wielkie "T”. Nie łatwo opisać życie ludzi w kilku zdaniach dlatego blogowy skrót musi wystarczyć. Dla nas, mających dostęp do wody i elektryczności i w ogóle wszystkiego życie ludzi którzy takich udogodnień nie mają może wydawać się trudne. Jak żyć ? A dla większości Kenijczyków życie bez prądu i wody jest codziennością. Czy człowiek, który nigdy nie miał dostępu do bieżącej wody i prądu może mówić o trudzie życia ? Taki człowiek po prostu żyje i czerpie z tego co ma. Nawet w drugim co do wielkości mieście w Kenii tj; Mombasie ludzie wodę transportują i dystrybuują w plastikowych baniakach. Większość społeczeństwa jest biedna. Ludzie bogatsi skupili się w Mombasie i Nairobi i tylko bogatsi mają dostęp do szkolnictwa i opieki medycznej, która i tak nie jest na wysokim poziomie. Na wsiach także są szkoły ale tylko nieliczne dzieci do nich chodzą. Widok bosych dzieci w podartych koszulkach dosłownie walczących o słodycze, ubrania i przybory szkolne rozdawane przez turystów ściska za serce.
Ubranie na safari: Na safari jeździliśmy w mini busach marki Toyota po 6 – 8 osób w busie. Regulamin parku zabrania wychodzenia z samochodu podczas przejazdów z uwagi na bezpieczeństwo uczestników i zagrożenie ze strony zwierząt. Z lwem w wysokiej trawie jest tak samo jak z policyjnym radarem. Jak go widzisz to już jest za późno. Dlatego też, z uwagi na fakt, że nie wolno wychodzić z samochodów można ubrać się dowolnie, wskazane krótkie spodenki i sandały. Oczywiście jak ktoś chce to może ubrać umundurowanie typu Ranger ale gwarantuje, że pot będzie mu spływał po tej części ciała po której zwykle spływa.
Co zabrać na safari do busa: wodę, lornetkę, aparat fotograficzny, teleobiektyw, okulary przeciwsłoneczne, repelent. Dodatkowo miałem chustę ponieważ podczas szybszych przejazdów stałem wypatrując zwierząt i chustą okrywałem twarz przed pisakiem.
Co można zobaczyć na safari: oczywiście dzikie zwierzęta, a niektóre nawet "bara bara" (tłumaczenie pozostawiam czytelnikom). O ile roślinność widzimy cały czas to zwierzęta już niekoniecznie. Jednego przedpołudnia była taka posucha, że widzieliśmy tylko jedną antylopę i jednego bawoła. Ale i tak sam pobyt na sawannie i możliwość wypatrywania zwierząt wynagradza wszystko. Przyroda rządzi się swoimi prawami. Zwierzęta nie czekają przy drodze na turystów aż ci przyjadą i zrobią im zdjęcie. Zwierzęta w ogóle nie czekają na turystów. A najlepiej jakby ci w ogóle nie przyjeżdżali i nie zakłócali im spokoju. Są godziny, że zwierzęta przemieszczają się stadami a są dni, że widać tylko pojedyncze sztuki. Po prostu trzeba mieć szczęście. Safari bywa loterią; albo zobaczysz albo nie. Na szczęście jest to loteria, w której częściej się wygrywa niż przegrywa. My szczęście mieliśmy i widzieliśmy dużo zwierząt. Na pewno można zobaczyć: słonie, żyrafy, zebry, bawoły, bawolce, antylopy, dig-digi (sarenki wielości małego pieska), małpy, różne ptaki: sępy, orły, marabuty. Hipopotamy i krokodyle widzieliśmy w Źródłach Mzima w ich naturalnym wodnym środowisku. Najtrudniejszym jest wypatrzenie drapieżników kryjących się w wysokiej trawie. Ale też mieliśmy szczęście. Widzieliśmy siedem lwic, które zjadały upolowaną zebrę. Wokół lwic jak satelita krążyła jedna hiena (zwiadowca oddalonego stada). Widzieliśmy samicę lamparta z młodym, która na akacji zjadała upolowaną impalę. Mieliśmy wyjątkowe szczęście widzieć grupę rzadko spotykanych likaonów. Widzieliśmy oddalonego od nas od kilkadziesiąt metrów geparda, guźce oraz flamingi. Wprawdzie przez lunetę ale widzieliśmy jednego nosorożca, które naprawdę jest trudno spotkać z uwagi na nieliczną populację. Niedługo będzie można je policzyć na palcach jednej ręki. A wszystko przez urojone, azjatyckie przekonanie o właściwościach remedium i afrodyzjaku. Ponadto widzieliśmy piękne Kilimanjaro, znajdujące się w sąsiedniej Tanzanii. Stado przechodzących pośród akacji słoni na tle Kilimanjaro naprawdę jest bezcennym widokiem. Widzieliśmy najmłodsze na świecie góry oraz zastygłą czarną lawę. Wrażenie z Safari niezapomniane. Widząc tak piękne zwierzęta niezrozumiałym jest jak można do nich strzelać dla trofeów, które zawisną na ścianie.
Masajowie: Szczególnym punktem naszego pobytu w Kenii była wizyta w wiosce Masajów. Masajowie nie są skansenem. Naprawdę żyją w Kenii, w wioskach, mieszkają w domach zrobionych własnoręcznie z krowich odchodów i wypasają bydło. Podczas przejazdu takich wiosek widzieliśmy kilka. Mieliśmy możliwość oglądania ich śpiewu i tańców wprawdzie odtworzonych w tym dniu dla nas ale kultywowanych przez nich w ich codziennym życiu. Taki sam pokaz tańca Masajowie przedstawili nam wieczorem w hotelu Kibo Safari Camp. Wyjazd do wioski był dodatkowo płatny. Masajowie prowadzą bardzo trudne życie a widok dzieci … skończyło się płaczem niektórych uczestniczek wycieczki.
Mombasa: drugie co do wielkości miasto Kenii leżące na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego.
- Stare Miasto z arabskimi dzielnicami; brudno i biednie.
- Kły będące symbolicznym wejściem do centrum miasta.
- Ruiny miasteczka Gedi .
- Fort Jesus z XVIw. zbudowany przez Portugalczyków. Na terenie Fortu znajduje się muzeum.
- Park Haller’a w dzielnicy Bamburi będący parkiem, ogrodem zoologicznym i ogrodem botanicznym.
- Park miejski; w parku, na drzewach gniazdują nietoperze widoczne w ciągu dnia. Obsługa parku pracująca pod tymi drzewami zmuszona jest pracować w kaskach ochronnych.
- Park baobabów.
- Spółdzielnia rzemieślników produkujących rzeźbione pamiątki. Spółdzielnię stanowią baraki wykonane z drewnianych konstrukcji krytych resztkami blachy falistej.
- Farma krokodyli w wiosce Mamba w Nyali. Możliwość spróbowanie mięsa krokodyli. My hodujemy bydło i trzodę a oni krokodyle. Wejście na farmę 8$.
Plastiki: Kenia wprowadziła zakaz używania plastikowych woreczków w obrocie towarami. W związku z czym przed wyjazdem do Kenii poczytałem tu i ówdzie różne informacje na ten temat, żeby nie łamać miejscowego prawa. Z niektórych informacji wynikało, że prawo w tym temacie jest tak przestrzegane, że turyści już na lotnisku muszą wyrzucić z bagaży foliowe woreczki. Nic takiego nie miało miejsca. Otóż kierunek jak najbardziej słuszny w ograniczaniu plastiku w obrocie towarowym. Jednak prawo prawem a życie życiem. Woreczków w sklepach wprawdzie nie ma ale warzywa i owoce trzeba w coś zapakować. W obrocie są duże torby wielorazowego użytku jakich sam na co dzień używam. Ale najpierw warzywa i owoce pakowane są zamiast w foliowe woreczki to w plastikowe, sprężyste siatki. I tak ominięto przepis. Poza tym tak jak wszędzie plastik na każdym kroku. Wszystko pakowane jest w plastikowe opakowania.
Warto obejrzeć:
- Pożegnanie z Afryką (Out of Africa. 1985r. Meryl Streep, Robert Redford)
- Duch i Mrok (the Ghost and the Darknes. 1996r. Michael Douglas)
- Biały Myśliwy, czarne serce (White Hunter, Black Hurt. 1990r. Clint Estwood)
Warto przeczytać:
- Ciosy Słonia - Bożena Mazalik.
Video travelzoom.pl
- Safari w Amboseli National Park - Słonie: https://www.youtube.com/watch?v=lHSNcGVhGiI
- Safari & Masajowie: https://www.youtube.com/watch?v=cGv-RDWGczc
Dodaj opinię: komentarze & opinie