Wycieczka do Indii - czyli Złoty trójkąt z tygrysem
Organizator: Biuro Podróży Eccotravel. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży „My Tours” z Lęborka – mytours.pl.
Przewoźnik Finnair - pełen komfort. Wylot z Warszawy z przesiadką w Helsinkach. Ogólnie czas od wyjazdu z domu do lądowania w Delhi 27 godzin (wliczone opóźnienie odlotu z powodu śnieżycy). Czas przelotu Warszawa – Helsinki 1,5 godz. Helsinki – Delhi 7 godz.
Termin wyjazdu: luty 2019r.
Indie: państwo położone w Azji Południowej. Jest siódmym największym krajem świata pod względem powierzchni oraz drugim pod względem liczby ludności. Od południa Indie otoczone są Oceanem Indyjskim, od południowego zachodu Morzem Arabskim a od południowego wschodu Zatoką Bengalską. Sąsiadują z Pakistanem, Chinami, Nepalem, Bhutanem, Mjanmą, Bangladeszem, Sri Lanką, Malediwami.
Ważne osoby: Mohandas Karamchand Gandhi.
Życie i codzienność: Siódmy kraj pod względem powierzchni na świecie i drugi pod względem liczby mieszkańców.
Trzeba by miesięcy żeby zwiedzić Indie, poznać kraj i ludzi. O ile ktoś chce poznawać cały kraj i wszystkich ludzi. Zatem czy w ciągu kilkudniowego wyjazdu można poznać Indie ? Tak, można zacząć poznawać ten kraj, można zacząć mieć ogólny pogląd i zobaczyć jak żyją poszczególne klasy społeczne. Ale jeżeli ktoś chciałby zgłębiać życie duchowe to zapewne i kilka miesięcy było by za mało. Stąd powiedzenie, że Indie to nie kraj tylko stan umysłu. O tym, że Indii podobno nie da się poznać traktuje przypowieść Paramahamsy Sri Swami Vishwanandy o ślepcach i słoniu;
"Pięciu ślepców spotkało słonia. Słyszeli, że słonie istnieją, ale słyszeć, a dotknąć, to nie to samo dlatego postanowili poznać go z bliska. Pierwszy ślepiec dotykając boku słonia powiedział, że to wielka ściana zbudowana z błota. Drugi ślepiec trzymając za kły powiedział to są dwie olbrzymie włócznie. Trzeci trzymając za ogon powiedział to jest sznur, ogromny i gruby sznur. Czwarty ślepiec dotykając trąby stwierdził, że to jest wąż zwisający z drzewa. Piąty ślepiec trzymając za nogę powiedział, że jest to pień drzewa".
Czy jest tak w rzeczywistości ? Patrząc pod kątem religii, bóstw i duchowego podejścia do życia to zapewne coś w tym jest. W Indiach wszystkich bogów trudno zliczyć. Ale żeby uprościć zasady dominują trzej bogowie: Brahma, Winszu, Śiwa. Ale religia religią, a życie życiem. Duchowego podejścia do życia raczej próżno szukać w szarej ulicznej codzienności, a przynajmniej ja tego nie doświadczyłem. Należy rozgraniczyć życie duchowe i pobyt w świątyniach, a życie na ulicy i walkę o przetrwanie. Nadal istnieje podział na cztery kasty. Jest bogato i biednie, a czasami nędznie. Ludzie z wyższych kast mieszkają na mniej lub bardziej bogato, pracują i jeżdżą dobrymi samochodami. Ale takiego życia nie ma co opisywać ponieważ znamy je na co dzień. Ci ludzie jeżdżą po ulicach, na których całymi rodzinami żyją bezdomni. Przeciętne życie toczy się właśnie na ulicy. Na ulicy się żebrze, handluje począwszy od małych straganów do większych sklepów, je, śpi, załatwia potrzeby fizjologiczne (zwłaszcza mężczyźni, potrafią sikać tam gdzie stoją, tylko odwracają się tyłem do ludzi). Dla przykładu podam, że po wyjściu z jednej ze świątyń zdjąłem skarpety ponieważ były brudne. Od razu podszedł do mnie młody chłopak i poprosił żebym tych skarpet nie wyrzucał tylko dał jemu. Żebrzące dzieci i dorośli to w Indiach codzienności. Wielu z nich to osoby fizycznie upośledzone lub celowo okaleczone tylko po to aby wzbudzić litość. Widząc taką sytuację, za wyjątkowych szczęśliwców można uznać tych, którzy mają czym handlować tj; wszelkiego rodzaju pamiątkami. Pamiętać jednak należy, że w wielu przypadkach zyski z tego procederu czerpią osoby, od których dzieci, kalecy i dorośli są uzależnieni. Dlatego należy rozważyć darmowe dawanie pieniędzy. Jako jedno ze źródeł dochodów ubodzy żądają zapłaty za robienie zdjęć. Dlatego proszę się nie dziwić, że zgoda na zrobienie zdjęcie oznacza zapłatę.
Dlaczego krowy w Indiach mają specjalny status: W Indiach żyją bawoły i krowy ale tylko krowy traktowane są wyjątkowo. Ma to związek z Bogiem Kryszna, który wychowywał się na wsi, wśród pasterzy, pasł krowy, czy też wychowywał się wśród krów, które jak matki dają mleko, są żywicielkami. I tak na przestrzeni lat wykształcił się kult krowy, która stała się nieodłącznym elementem wiary, życia i codzienności. Krów jest dużo zarówno na wsiach i w miastach. Krowy chodzą jak chcą i gdzie chcą i nikt nie waży się ich przepędzać. Krowom nikt nie robi krzywdy ale też nikt o nie dba. Po prostu żyją między ludźmi i już. Tylko co taka krowa ma jeść w mieście jak mieszka na ulicy ? Trawy w mieście raczej krowa nie znajdzie. Otóż paśnikiem dla krów najczęściej są śmietniki. Co wygrzebie to zje. Krowy można fotografować, głaskać, karmić, ale na pewno nie przepędzać i robić im krzywdę, za co grożą surowe konsekwencje. Oczywiście krowy też załatwiają się gdzie chcą. Tak że połączcie teraz życie ludzi i krów, dodajcie upały 45oC i wilgotność a otrzymacie codzienne życie na ulicy w Indiach.
Na koniec cytat (autor nieznany): „kraj, w którym jesteśmy gośćmi, nie nam ma sprawiać przyjemność ale jego mieszkańcom”.
Wiza: na wjazd do Indii potrzebna jest wiza. Skorzystaliśmy z pośrednictwa Eccotravel i otrzymaliśmy e-visę turystyczną 30-dniową. Okazanie visy jest niezbędne podczas odprawy paszportowej na lotnisku w Warszawie oraz na lotnisku docelowym w Indiach. Na lotnisku w Delhi wykonują zdjęcia i elektronicznie pobierają odciski palców. Odciski palców pobierają nieudolnie. Zamiast czyścić zatłuszczony tysiącami dłoni skaner to każą czyścić palce :/
Pilot wycieczki: młoda i rezolutna Ania z uśmiechem Pakosińskiej. Stawiająca na pierwszym miejscu cieplny komfort uczestników wycieczki co było ważne na przełomie stycznia i lutego. Organizacja wyjazdów, przyjazdów, wejść, wszystko o czasie. Realizacja programu, opowiadania, posiłki, dodatkowe atrakcje zrealizowane w sposób zadowalający wszystkich uczestników. Tylko polecać. Tak się podobało, że na koniec otrzymała od grupy prezent.
Lokalny przewodnik: Ghanshyam Singh, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Małomówny ale za to przystojny. Ofiarnie bronił nas przed lokalnymi sprzedawcami i przeprowadzał przez ulicę. Wymieniał nam pieniądze z dolarów na rupie po uczciwym kursie.
Co nam się podobało: Indie nie były krajem, który bardzo chcieliśmy odwiedzić z powodu naszych obaw co do stanu higieniczno-sanitarnego. Psychicznie byliśmy przygotowani na spartańskie warunki. Ale wyszło jak wyszło, wylądowaliśmy w Delhi i nasze wyobrażenia o Indiach zostały zweryfikowane. Czy Indie mogą się podobać ? Tak, kraj wart jest odwiedzin, dlatego wyjazd zaliczamy do udanych. Każdy dzień był intensywny i bogaty programowo. Wyjazdy z hoteli o godz. 07.00/07.30. Powrót około 19.00.
- Na szczególną uwagę zasługuje dwudniowe safari w Parku Narodowym Rathambore. Wprawdzie bez porównania do safari kenijskiego, w którym niedawno uczestniczyliśmy, ale naprawdę fajne. Zapewnia możliwość oglądania zwierząt, najwięcej było jeleni. Podobno są też lamparty, hieny i niedźwiedzie. Ale podobno. Oczywiście głównym punktem safari jest tygrys bengalski, którego udało nam się zobaczyć. Wprawdzie tygrys nie czekał na nas przy drodze, ale przeszedł się, zaprezentował, popatrzał znudzony i zaległ za drzewem.
- Dzienna i nocna przejażdżka rikszami i tuktukiem. Jazda do jakiej nie jesteśmy przyzwyczajeni czyli ten pierwszy kto lepszy i silniejszy. Ruch uliczny w Indiach dla nas pozornie pozbawiony jest zasad. Każdy jedzie jak chce i każdy trąbi. Kierowcom w Indiach zabrać klakson to tak jakby odciąć ich od powietrza. Jednak po kilku dniach oglądania chaosu na ulicach można stwierdzić, że w tym chaosie jest reguła i ruch uliczny jest płynny. W Polsce wyłączenie świateł na skrzyżowaniu oznacza katastrofę. W Indiach kierowcy poradzą sobie w każdych warunkach.
- Przejażdżka na słoniach w Forcie Amber w mieście Jaipur. Wysoko, wolno i buja. Owszem tego typu przejażdżka może być ciekawa ale my nie akceptujemy takiego wykorzystywania zwierząt. Niestety musieliśmy skorzystać z jazdy na słoniu ponieważ nie było innej możliwości dostania się po tej trasie do Fortu. Spacer pomiędzy wchodzącymi i schodzącymi słoniami jest niebezpieczny. Tak że jeżeli ktoś nie chce korzystać z tego typu "atrakcji" to musi zawczasu porozmawiać z pilotem. Poza tym chciał czy nie chciał ten słoń i tak pojedzie jak nie z tobą to z kim innym. Niewielu jest ludzi, którzy zrezygnują z tego typy atrakcji.
- Karmienie małp w Galata Ji (kompleks świątyń) w mieście Jaipur. Małpy okazały się bystre i łagodne. Reagowały na każdy ruch sięgania do kieszeni czy torebki ponieważ kojarzą to z wyciąganiem orzeszków, które lubią. Orzeszków nie wyrywają tylko podchodzą i bardzo delikatnie biorą z ręki. Poza tym wchodzą na ramiona i głowę i w taki sposób można je karmić. Ale pomimo ich łagodności zalecana jest ostrożność jak wobec każdego dzikiego zwierzęcia.
- Pokaz światło i dźwięk "sahaj i water show" o hinduskich Bogach w Świątyni Swaminarayan Akshardham w Delhi. Piękna muzyka i niesamowite efekty świetlne. Przykładowy link: https://www.youtube.com/watch?v=KNbKEnkoQHA
- Odpoczynek w restauracji, zimne piwo i widok na Taj Mahal.
- Kolorowe ciężarówki i weseli traktorzyści. Nasze traktory tylko jeżdżą i pracują. W Indiach traktorzyści i traktory nie tylko jeżdżą i pracują ale też grają. Po bokach kierowcy na odkrytych traktorach zamontowane są dwa bardzo duże głośniki, z których hinduska muzyka puszczana jest na maxa.
- Wizyta w nowoczesnym i tradycyjnym krematorim pogrzebowym. Wizyta niecodzienna zwłaszcza podczas tradycyjnego pogrzebu, podczas którego ciało jest palone na stosie drzewa a pomiędzy kilkoma stosami i gośćmi chodzą i leżą krowy.
Co nam się nie podobało: Narzekać można na wszystko. Ale porównywanie życia w Indiach do życia w Polsce mija się z celem. Jesteśmy tam gośćmi i raptem na kilka dni. Tak że wszystko da się wytrzymać. Ale nie było tak źle. Wyjazd był ciekawy i udany. Trzeba tylko zaakceptować miejscowe obyczaje.
Hotele: Na wycieczce objazdowej ***. Powiedzmy, że było czysto. Ale na wszelki wypadek mieliśmy swoją poszewkę na kołdrę i poduszki. Niestety na przełomie stycznia i lutego temperatura powietrza wynosiła 17o – 20oC dlatego pokoje były wychłodzone i koniecznym było używanie farelek. Poza tym, w niektórych pokojach wyczuwalny był zapach stęchlizny. Prysznice czasami bez zasłonki i brodzika, tak że podczas kąpieli w łazience była powódź. Ale daliśmy radę. I tak w porównaniu do hotelu w jakim kiedyś spaliśmy w centrum Amsterdamu to było super czysto i wygodnie.
Elektryczność: Gniazdka typu angielskiego o ile pamiętam z okrągłymi bolcami. Na szczęście tak skonstruowane, że europejskie wtyczki pasowały.
Czas lokalny: różnica czasu 4,5 godz. do przodu w okresie obowiązywania czasu zimowego w Polsce lub o 3,5 godziny do przodu w okresie obowiązywania czasu letniego w Polsce.
Jedzenie: W hotelach śniadania skromne, kolacje bogatsze. Trochę europejskie na wypadek jakby ktoś nie lubił kuchni indyjskiej. Ponadto jedzenie w hotelach było dostosowane pod względem ostrości potraw dla europejczyków. W ciągu dnia jedliśmy w restauracjach. Z jedzenia jesteśmy zadowoleni. Liczyliśmy na kuchnię indyjską i taką dostaliśmy. Głównie indyjski chleb i sosy. Niestety ceny jedzenia w restauracjach do najtańszych nie należą. Danie składające się z różnych odmian indyjskiego chleba 30 – 90 rupii/szt i sosu (280 ml) 450 rupi. Piwo w restauracji 300 rupi. Szczególnym wydarzeniem może okazać się jedzenie na mieście w przydrożnych garkuchniach, na stolikach i wózkach. Zasady Haccp nie obowiązują. Zanim zjecie pomyślcie o ich higienie. Nie liczcie na to, że zapłacicie tyle co hindusi np: masala czaj (herbata indyjska z mlekiem, cukrem i przyprawą) 10 rupii a dla turysty 60 rupii. W końcu turysta jest po to, żeby na nim zarobić. Na szczęście nikt się jedzeniem nie zatruł. Ja na wszelki wypadek po posiłkach piłem naszą wódkę. Inni nie pili i nic im nie było. Jednak chyba lepiej zapobiegać niż leczyć. Poza tym, w niektórych miejscach stanowiących punkt programu wycieczki częstowali miejscowym rumem do wyboru z pepsi. Polecam ale bez pepsi.
Waluta/Ceny: Miejscową walutą jest Rupia indyjska. 1 $ = 70 rupi. Dziwne wymagania ale akceptowane są tylko dolary wydane po 2006r. W mniejszych i większych marketach ceny oczywiście są stałe i na poziomie cen polskich.
Pogoda: Na przełomie stycznia i lutego zapowiadali 20oC i czasami było 20oC a nawet i więcej ale w południe i na słońcu. Pogoda była zmienna. Poranki chłodne około 17oC. Południe ciepłe. Wieczory chłodne około 17oC. Na safari wyjeżdżaliśmy o godz. 06.00 i mogę powiedzieć, że było zimno a jechaliśmy odkrytym samochodem dlatego niezbędne były koce. Może to i lepiej, że byliśmy na początku roku ponieważ od marca zaczynają się upały i wilgoć co w połączeniu z brudem na ulicy daje wyjątkowy zapach.
Toalety: Publiczne w większości „ na narciarza” . Na stacjach paliw są miski ustępowe. Papier toaletowy lepiej mieć ze sobą. Zalecany płyn do dezynfekcji rąk.
Internet: W hotelach było darmowe WiFi. Roaming: połączenie głosowe 8 zł min. SMS 2 zł.
Bezpieczeństwo: W ciągu dnia poruszaliśmy się zorganizowaną grupą z pilotem i miejscowym przewodnikiem, tak że było bezpiecznie. W ciągu czasu wolnego chodziliśmy sami i też było bezpiecznie. Oczywiście jako obcokrajowcy byliśmy na każdym kroku zaczepiani i nagabywani do kupna niepotrzebnych nam rzeczy. A spojrzenia na kobietę o blond włosach i ukradkowe robienie selfi na każdym kroku były czasami nie do zniesienia. Cóż, my jesteśmy dla nich tak samo inni i ciekawi jak oni dla nas. Raczej nie ma co porównywać wieczornego wyjścia na ulicę mężczyzn i kobiet. Po spojrzeniach hindusów w ciągu dnia na pewno nie pozwolił bym wyjść jednej czy dwóm młodym kobietom w nocy na ulicę. Co innego z mężczyzną. Byliśmy, przeszliśmy się, robiliśmy zdjęcia i nic się nie działo. Może te spojrzenia to tylko ciekawość ale gwarancji nie dam.
Co warto kupić:. Indie są światowym producentem herbaty ale herbaty nie polecam. Jestem przyzwyczajony do jednej marki liściastej herbaty czarnej, zielonej i czerwonej ze Sri Lanki. Herbata indyjska jest w większości granulowana, mocna, zbyt intensywna i mi nie odpowiada. Ponadto w hotelach oferowano tylko herbatę z torebki marki Tetley. Ale za to Małgorzacie zasmakowała herbata z mlekiem i przyprawą do herbaty typu masala tea. Ja nigdy nie wypiłbym czegoś takiego a jak widać innym bardzo smakuje. Tak że co kto lubi. Za to warto kupić miejscowy rum. Próbowałem i polecam, jedną butelkę przywieźliśmy w głównym bagażu. Oczywiście pamiątki do wyboru, do koloru. Drobne pamiątki nachalni sprzedawcy oferują na każdym kroku dlatego należy się targować. Drobnostki typu magnesy, naszyjniki, bransoletki można kupić już za 100 rupi. Polecane kosmetyki marki "Himalaya" np: kremy, balsamy, odżywki. Są dostępne w większych sklepach i tańsze niż w Polsce.
Zabytki / Świątynie: Zwiedziliśmy kilkanaście. Każda świątynia i kompleks pałacowy był niepowtarzalny i wart uwagi. Jak to świątynie na chwałę bóstw zbudowane z rozmachem i przepychem. Ale chcę powiedzieć o innej ważnej kwestii a mianowicie o regułach wejść. W miejscach kultu religijnego w większości przypadków nie można było robić zdjęć. W innych za robienie zdjęć trzeba było zapłacić kilkadziesiąt rupii. Eccotravel podaje, że opłata za fotografowanie i filmowanie to koszt 40$ czego nie potwierdzamy. Za fotografowanie aparatem zapłaciliśmy tylko 325 rupi czyli około 5$. Koszt filmowania kamerą (nie aparatem i nie telefonem) jest droższy. Chyba w dwóch przypadkach, na pewno w TajMahal, trzeba było poddać się kontroli a torby puścić przez skaner. Do innej nie wolno było wnieść nawet telefonu komórkowego i wody. Wejście do świątyń tylko w skarpetach, a do niektórych tylko na boso. Buty zostawiało się wyznaczonych punktach. W niektórych świątyniach kobiety i mężczyźni musieli ubierać nakrycie głowy (chusty) a kobiety dodatkowo okrycie całego ciała.
CO ZOBACZYĆ:
Delhi – stolica Indii. Podzielone na starą i nową część. Trzecia aglomeracja świata zamieszkała przez 26 milionów ludzi.
- Świątynia Swaminarayan Akshardham. Hinduistyczny kompleks świątyń na wschodnim brzegu rzeki Jamuny w Nowym Delhi wybudowany w 2005r. Wejście kontrolowane. Zabronione wnoszenie aparatów i telefonów, jedzenia, napojów, zapalniczek oczywiście noży itp.Warto poczekać na wieczorny pokaz przedstawienia światło i dźwięk "sahaj i water show" o hinduskich Bogach. Podświetlone fontanny w Barcelonie do pięt przedstawieniu nie dorastają. Piękna muzyka i wspaniałe efekty. Pokaz trwa około 30 minut.
- Jama Masjid – Wielki Meczet lub Meczet Piątkowy. Największy meczet w Indiach zbudowany w latach 1654-1658 przez władcę mogolskiego Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów.
- Lal Quila – Czerwony Fort. Kompleks budowli fortecznych wpisany na listę Unesco.
- Raj Gath – Park. Miejsce kremacji Mahatmy Gandhiego z 1948r. Na miejscu kremacji znajduje się czarna, marmurowa płyta.
- Rashtrapati Bhavan – Pałac Prezydencki.
- Sansad Bhawan – Parlament.
- Brama Indii - Jest to łuk triumfalny wzniesiony ku czci Hindusów poległych na wszystkich frontach I Wojny Światowej.
- Grobowiec Humajuna – kompleks budowli miejsca spoczynku Humajuna (1508–1556), władcy Indii dynastii Wielkich Mogołów.
- Gurudwara Bangla Sahib – największa i najważniejszą w Delhi świątynia sikhijska. Wejście na boso, bez skarpet. Na głowę należy założyć pomarańczową chustę. W kompleksie znajduje się duża kuchnia, w której przygotowywane są darmowe posiłki (głównie indyjskie chlebki i sosy) dla biednych i bezdomnych. Do kuchni można wejść oczywiście na boso i pomóc w przygotowywaniu chlebków. (Na co komu Haccp). Codziennie przygotowywanych jest kilka tysięcy darmowych posiłków a świątynia utrzymywana jest z datków. Każdy potrzebujący może przyjść i zjeść.
- Kutb Minar - najwyższy (73m) ceglany minaret w Indiach z XIIIw, który wraz z okolicznymi zabytkami wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Został zbudowany z budulca pochodzącego z innych świątyń.
- Świątynia Bahai/Bahaicki Dom Modlitwy: religia/wiara Bahai.
Jaipur – nazywane różowym miastem i miastem klejnotów. Słynie z ręcznej obróbki kamieni szlachetnych, którą mieliśmy okazję zobaczyć. Obróbka ręczna jest stosowana ze względu na niższe podatki.
- Fort Amber z XI w. Kompleks pałacu i murów obronnych. Na pierwszy dziedziniec fortu wjechaliśmy na słoniach.
- Pałac Miejski z XVIII w – kompleks ogrodów, dziedzińców i budynków pałacowych. Pałac Powitań, Pałac Audiencji.
- Jantar Mantar – obserwatorium astronomiczne wzniesione na początku XVIII wieku z inicjatywy maharadży Sawai Jai Singha II. Na terenie obserwatorium znajduje się największy na świecie zegar słoneczny oraz liczne przyrządy astronomiczne zbudowane i wskazujące pomiary z zadziwiającą dokładnością. Wpisany na listę Unesco.
- Hava Mahal – Pałac Wiatrów z XVII w. Znajduje się na jednej z głównych ulic Jaipuru. Zbudowany żeby umożliwić kobietom obserwowanie życia codziennego.
- Jal Mahal – Pałac na Wodzie z XVII w. położony pośrodku jeziora Man Sagar.
- Galta Ji - Kompleks świątyń wkomponowany w góry, poświęconych różnym bóstwom w tym Hanumanowi (występuje jako bóg małpa) stąd też nazwa Świątynia Małp. Głównym miejscem jest święte źródło wody spływającej do dwóch małych basenów, w których pielgrzymi zanurzając się zmywają grzechy.
- Sawai Madhopur i Park Narodowy Ranthambore. W Parku uczestniczyliśmy w safari odkrytymi samochodami. Wjazd około godz. 06.00 i bardzo zimny poranek. Bez koca i piersiówki się nie obyło. Mieliśmy szczęście i w ciągu dwóch dni widzieliśmy tygrysa bengalskiego. On też nas zobaczył i znudzony kolejnymi samochodami z turystami położył się za drzewem.
- Fatehpur Sikri – kompleks pałacowy z XVI w. dawna stolica Wielkich Mogołów. Wybudowane przez mogolskiego cesarza Akbara.
Agra – miasto nad rzeką Jamuną założone w V/VI w.
- Taj Mahal – mauzoleum zbudowane w 1654r., z białego marmuru, inkrustowane kamieniami szlachetnymi, zbudowane przez cesarza Szahdżahana z dynastii Wielkich Mogołów, na pamiątkę zmarłej, ukochanej żony Mumtaz Mahal. Kompleks budowlany składa się z głównego mauzoleum i olbrzymiej bramy, symbolizującej wrota do Raju.
- Lal Qila – Czerwony Fort. Zespół budowli fortecznych i pałacowych z XVII w. zbudowany z czerwonego piaskowca.
- Mathura – święte miasto, ważne dla hinduizmu. Według wiary przyszedł tam na świat bóg Wisznu.
Warto obejrzeć:
- Gandhi (1982r.).
- Slumdog. Milioner z ulicy (Slumdog Millionaire. 2008r.).
- Człowiek, który poznał nieskończoność (the Man who knew infinity. 2015r. Jeremy Irons).
- Czasem słońce, czasem deszcz (Kabhi Khushi, Kabhie Gham. 2001r.) - tylko dla wytrwałych widzów.
Dodaj opinię: komentarze & opinie