Cart

Wietnam

Wycieczka do Wietnamu – czyli Bajeczny Wietnam.

Organizator: Biuro Podróży Eccotravel. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży „My Tours” z Lęborka – mytours.pl

Wylot z Warszawy z przesiadką w Qatarze (4-5 godz). Przewoźnik Qatar Airways. Czas przelotu Warszawa – Qatar (Doha) – Wietnam (Hanoi – lotnisko: Noi Bai International Airport) – 14 godz. W trakcie przelotu serwowane posiłki i napoje w tym alkoholowe, możliwość korzystania z  filmów, gier, muzyki i skromnego wi-fi.

Dla podróżnych, którzy mają w Doha co najmniej 5-godzinną przesiadkę, lotnisko oferuje możliwość wykupienia wycieczki objazdowej po mieście. Biura oferujące wycieczki znajdują się w centrum lotniska. 

Termin wyjazdu: marzec/kwiecień 2019r.

Wietnam: Socjalistyczna Republika Wietnamu. Państwo położone na Półwyspie Indochińskim w Azji Południwo-Wschodniej.  Graniczy z Chińską Republiką Ludową, Laosem, Kambodżą  i Morzem Południwochińskim. Jest piętnastym co do wielkości populacji państwem świata z liczbą ludności 90 mln.

Ważne osoby: Ho Chi Minh – lider polityczny. Kazimierz Kwiatkowki – inżynier, konserwator zabytków.

Wiza: na wjazd do Wietnamu potrzebna jest wiza. Można skorzystać i ponieść koszty  pośrednictwa wizowego Eccotravel. Można wyrobić e-visę za pośrednictwem strony internetowej https://evisa.xuatnhapcanh.gov.vn/. Koszt e-visy 25,96 $.  Należy wypełnić formularz, dołączyć zdjęcia, scan paszportu, zapłacić, po trzech dniach  wpisać na stronie otrzymany kod i wydrukować e-visę. Visę należy mieć przy sobie do czasu wyjazdu z Wietnamu i okazać przy wylocie na lotnisku.

Życie i codzienność: Pierwsza myśl, z czym kojarzycie Wietnam ? Zakładam, że niektórzy kojarzą z wojną. I chyba udział USA w wojnie  Wietnamu północnego z południowym najbardziej rozsławił ten kraj. Trochę lat już minęło, temat ucichł, trwały nowe wojny, a nie pierwszej młodości Chuck Norris nie kręci już filmów z cyklu "Zaginiony w akcji". 10 dni pobytu w Wietnamie dało nam ogólny obraz o kraju i mieszkańcach i jest to obraz  pozytywny. Wietnam wart jest polecenia i odwiedzin. Wietnamczycy są nastawieni do turystów pozytywnie i obcokrajowcy nie robią na nich wrażenia. Małgosia też nie robiła na nich wrażenia ponieważ Angelina Jolie już tam była. Ale jak się okazało nie wszędzie. Obcokrajowców w Wietnamie jest tak dużo, że niemal wrośli na stałe w azjatycką codzienność. Dlatego wieczorami na ulicach czuliśmy się bezpiecznie.

Jadąc przez cały kraj z północy na południe mieliśmy możliwość obserwacji różnorodnego życia ludzi mieszkających na wsiach, w Delcie Mekongu,  na pływających wioskach i w zatłoczonych miastach. Co ważne i pozytywne to nie widzieliśmy osób żebrzących. Wietnamczycy pracują w rolnictwie, rybołówstwie, przemyśle, usługach turystycznych.  Jak nie mają stałego zatrudnienia to sprzedają pamiątki i drobiazgi, sprzedają jedzenie na ulicy ale pracują. Wyróżniającą się grupą są panie ubrane w kolorowe ubrania, ze stożkowymi kapeluszami sprzedające towary z rowerów lub tac zawieszonych na belce przenoszonej na ramionach. Nie są nachalni, nie domagają się i nie wyciągają na każdym kroku ręki po napiwki. Proponują sprzedaż towarów i grzecznie akceptują odmowę kupna. Pełna kultura. Rzadko ale można także spotkać kobiety ubrane w tradycyjny wietnamski strój Ao Dai, czyli skromną tunikę przylegającą do ciała noszoną na spodnie. Ao Dai czyli skromnie ale pięknie i zmysłowo. Oczywiście noszone są  także zdobione Ao Dai, ale raczej przy okazji uroczystości.  

Nieodłącznym elementem wietnamskiej kultury jest jedzenie i celebracja posiłków. Je się na każdym kroku i głównie na ulicy. Królują street food-y. Właśnie atmosfera spożywania posiłków na ulicy to jest Wietnam i Azja. To jest ten klimat, który musimy poczuć będąc w Wietnamie. Usiądźcie na ulicy na dziecięcym stołeczku przy dziecięcym stoliku, wśród setek skuterów, zamówcie zupę Pho i popatrzcie jak żyją Wietnamczycy. A jak żyją ? Jedni siedzą i jedzą a inni pędzą na skuterach na złamanie karku. Dlatego nie zdziwcie się jak pomiędzy stolikami przejedzie wam skuter albo obsługa nagle zacznie zabierać stoliki z jedzeniem. A to dlatego, że niektórzy nie mają pozwolenia na poszerzanie restauracji i wystawianie ogródków na ulicy.

Wietnamskie duże miasta żyją całą dobę i chyba najlepszym tego przykładem jest Sajgon, w którym ruch, zgiełk i smog nie zwalnia. Dlatego większość ludzi a przynajmniej tych  na skuterach używa maseczek antysmogowych. Chodniki w miastach nie służą do chodzenia ale do handlu, wystawiania ulicznych garkuchni i do parkowania na nich skuterów. Pieszy się nie liczy, jest ostatnim ogniwem ruchu ulicznego i niech sobie radzi jak może. I to działa. 

Poza miastami krajobraz tworzą głównie pola ryżowe, (kiedyś ekologiczne a teraz niestety poprzecinane drogami), na których częstym widokiem są  rodzinne cmentarze składające się z kilku grobów. Zarówno dla miast jak i wsi charakterystycznym są wąski budynki. Wyjątkowa wąska zabudowa wynikała z faktu konieczności płacenia podatku od szerokości budynku. W związku z czym, im węższy budynek tym niższy podatek.

Co nam się podobało: Wyjazd do Wietnamu był zaplanowany jako przedsmak późniejszych odwiedzin innych krajów azjatyckich. Pobyt w Wietnamie pomimo napiętego grafiku i bogatego programu realizowanego w godz. 08.00 – 17.00/18.00 zapewniał także wieczorami czas wolny na indywidualne zwiedzanie dlatego wyjazd zaliczamy do udanych. Każdy dzień był intensywny i obfitujący w atrakcje. Trasa przejazdu autokarem, nocnym pociągiem i przelot wewnętrzny (vietjet) to:  Hanoi – Tho Ha – Zatoka Halong - Hue – Hai Van - Da Nang – Hoi An  - My Son - Sajgon – Delta Mekongu - Can Tho. ​

Na szczególne uznanie zasługuje:

  • Wietnamskie jedzenie szczególnie street food. Zupą Pho z chodnikowej jadłodajni zajadaliśmy się tuż po wyjściu z autobusu jeszcze przed zakwaterowaniem w pierwszym hotelu.
  • Tunele "Cu Chi" wietnamskiej armii „vietkongu” w lasach w okolicach Sajgonu, do których mieliśmy okazję wejść  i przejść od kilku do kilkadziesięciu metrów.
  • Tran Phu Street. Pociąg przejeżdżający w odległości jednego lub dwóch metrów od budynków mieszkalnych w Hanoi. Staliśmy w wąskim, może metrowym  przesmyku pomiędzy pociągiem a ścianą budynku. Na co dzień nie odważyłbym się tego zrobić ale w Hanoi nie byliśmy jedyni. Wzdłuż trasy było sporo ciekawskich. Niesamowite wrażenie. Sądziłem, że pociąg przejedzie powoli a właściwie to przeturla się ze względu na bezpieczeństwo ludzi. Myliłem się.
  • Rejs po zatoce Ha Long i po pływających wioskach rybackich. Niby tylko płyniesz i płyniesz, w około podobne wyspy i skały. Ale to coś pięknego. Z uwagi na bezpieczeństwo płynąć można tylko w dzień. Na noc zakotwiczyliśmy.  
  • Grota na jednej z wysp w zatoce Halong i groty w Górach Marmurowych w Da Nang. Byliśmy już w kilku grotach. Ale wejście do groty za każdym razem sprawia fajne wrażenie. Szczególnie wyjście z groty w górach Marurowych. Bardzo wąski przesmyk i krótka wspinaczka w górę.
  • Rejs łodziami i pirogami po delcie Mekongu. Przepłynięcie się chybotliwą pirogą po delcie Mekongu wzdłuż palm kokosowych to naprawdę fajna sprawa. Niestety jest też minus tj; pływające w rzece plastiki.
  • Spacer nocą po starówce Hoi An słynącego z lampionów. Widok bardzo kolorowy.  Raz trafiliśmy wyjątkowo ponieważ na noc pełni księżyca, która jest celebrowana przez mieszkańców. Wówczas na 2-3 godziny  wyłączany jest prąd. Tylko gdzieniegdzie palą się świece i działają agregaty.
  • Spacer nocą po bocznych uliczkach Sajgonu. Bardzo miejscowo i klimatycznie. Mieszkańcy sympatyczni. Niektórzy biesiadowali wprost na chodniku, krzesełka, stolik, muzyka, piwo i zabawa. W jednym z takich miejsc myślałem, że zbliżamy się do jakiegoś klubu nocnego. Muzykę na ulicy było już słychać z odległości kilkudziesięciu metrów. Na miejscu okazało się, że to jedna z ulicznych biesiad z głośnikami na chodniku i muzyką na maxa. 
  • Pływający targ na rzece w Can Tho. Ludzie handlują owocami i warzywami z dużych łodzi a pomiędzy nimi pływają pirogi - bary  oferujące posiłki i napoje.  Jedna z takich barowych piróg zakotwiczyła z naszą łodzią i rozpoczął się handel.
  • Przejazd nocnym pociągiem na trasie Hanoi – Hue. Wchodząc do pociągu zastanawialiśmy się jak cztery osoby i walizki i bagaż podręczny zmieszczą się do małego przedziału z czterema łóżkami. Wstawiliśmy walizki i przedział był pełny. A my ? Jak się okazało zmieściły się nie tylko waliki i cztery osoby. W jednym przedziale wygodnie usiadło 14 osób.  Tej nocy Francuzowi „nie poszło”. Sami Polacy i dwójka Francuzów. Oj nie pospali.  A jak już udało mu się zasnąć i po krótkiej nocy wychylił głowę z przedziału to kogo zobaczył :). W pociągu znajdował się wagon jadalny, taki ichny „Wars”. Weszliśmy i przenieśliśmy się do lat 4o. Takie wyposażenie.  
  • Ruch uliczny – "Wietnam skuterem stoi" - czyli wszystko co ma koła postanowiło ciebie rozjechać.  Wietnamczycy jazdę na skuterach wysysają z mlekiem matki. Dzieci w wieku szkolnym na skuterach akumulatorowych dojeżdżają do szkoły.  Na skuterze można się szybko i sprawnie przemieścić, przewieźć cztery osoby i większą ilość bagażu. Ruch uliczny to coś wyjątkowego. Wprawdzie na większych skrzyżowaniach istnieje sygnalizacja świetlna ale tylko po to żeby niektórzy na chwilę przystanęli na czerwonym świetle. Poza tym ruch rządzi się swoimi prawami i te prawa działają ale tylko w Azji. Kto będzie miał okazję to niech przystanie i popatrzy na ruch skuterów na skrzyżowaniu równorzędnym. Każdy jedzie, nieważne czy z prądem czy pod prąd, ważne żeby jechać i w nikogo nie uderzyć. A teraz spróbujcie przejść na drugą stronę ulicy i zróbcie to w Sajgonie. Powodzenia :) Najlepiej podczepić się pod miejscowego i robić to co on. 

Co nam się nie podobało: Chyba jedyne co nam się nie spodobało to centrum Sajgonu. Po prostu centrum miasta i kilka obowiązkowych punktów programu. Na szczęście trwało to tylko około dwóch godzin.  Ponadto w programie zabrakło dwóch ważnych miejsc a mianowicie wiszącego na wysokości 1400m mostu Cau Vang wspartego ma olbrzymich, betonowych dłoniach, z którego można podziwiać górską panoramę oraz tarasowych pól ryżowych.

Wietnamskie okrucieństwo: w tym wypadku wietnamskie. Ale ten typ okrucieństwa dotyczy całej Azji i zakłamanej wiary w leki i afrodyzjaki z części ciał zwierząt. W Wietnamie oficjalnie nazywane jest to hodowlą. A tak naprawdę jest to męczenie niedźwiedzi księżycowych w celu pozyskania od nich żółci. Niedźwiedzie począwszy od urodzenia trzymane są w metalowych, małych klatkach, niemal bez możliwości poruszania się i bez możliwości ich opuszczenia. Trzymane do czasu kiedy ich wątroba zostanie wyeksploatowana pozyskiwaniem żółci. Później są już niepotrzebne. Na rzecz ochrony niedźwiedzi i w ogóle ochrony zwierząt działa organizacja Animal Asia. Jednak jest to kropla w morzu potrzeb. Jak przekonać azjatów, że sproszkowany róg nosorożca czy żółć z wątroby niedźwiedzia księżycowego to wymysł chorych umysłów, zabobony i szarlatańskie wierzenia.

Dobrze jest odwiedzić Azję i posmakować życia ale ten element ich kultury zasługuje na krytykę i pogardę.

Reakcja uwolnionego niedźwiedzia:

https://wiesz.name/niedzwiedz-w-kamizelce-tortur-spedzil-9-lat-jego-reakcja-gdy-uwolniony-wszedl-wody-rozbraja/

Pilot wycieczki: Sympatyczna Małgorzata, która z pasją wykonuje swoją pracę. Szybko nawiązała kontakt z grupą i utrzymywała dobre relacje przez cały czas trwania wycieczki. Bardzo dobra realizacja programu dostosowana do zmiennych warunków ruchu turystycznego.  Opowiadania, wyjaśnienia, dodatkowe atrakcje zrealizowane w sposób  zadowalający chyba wszystkich uczestników. Nie można jej nie lubić.

Czas lokalny: różnica czasu 6 godz. do przodu. 

Hotele: Na wycieczce objazdowej ***. Standard dobry. Czysto, klimatyzacja, ciepła woda. Wszystko co potrzeba na przyzwoitym poziomie do przenocowania. Śniadania z wietnamskim menu. Już w marcu klimatyzacja w pokojach okazała się niezbędna do spędzenia nocy. W dwóch hotelach do dyspozycji gości był basen. Jeżeli był ktoś kto narzekał na hotele to naprawdę nie nocował w złych warunkach.

Elektryczność: Gniazdka na wtyczkę z dwoma bolcami. Trochę inne niż nasze ale wtyczki polskie pasują.  

Jedzenie: W ramach objazdu mieliśmy zapewnione śniadania i  dwa obiady. Na szczęście nie były to śniadania kontynentalne ale śniadania wietnamskie z wiodącą zupą Pho. Oczekiwaliśmy wietnamskiego jedzenia i nasze oczekiwania zostały zaspokojone. Zapewne powiem to samo po powrocie z Tajlandii i Kambodży ale wietnamską kuchnię można uznać za główny punkt całej wycieczki pod warunkiem że będzie to jedzenie street food. Street food to esencja Wietnamu. Jeżeli możecie to unikajcie turystycznych restauracji, w których jest drogo i brak atmosfery i bratajcie się z miejscowymi w atmosferze street food. Plastikowe stoliki i krzesełka dziecięcych rozmiarów, pałeczki i gorąca zupa Pho – to jest to. Nie zniechęcajcie się bakiem haccap-u. W takich specyficznych warunkach jedliśmy codziennie, popijaliśmy miejscowym piwem i nikt się nie zatruł. Podstawowa uliczna garkuchnia to wózek, jeden lub dwa gary z gorącą wodą i bulionem, misy z makaronem ryżowym i sojowym, warzywa, wołowina i wieprzowina. Wszystko do miski, pałeczki w dłoń, kolana przy brodzie i szamanko. Smakujcie zupę Pho, makarony, ryż, i wszelkiego rodzaju zawijasy w papierze ryżowym. 

Za 100.000 dong macie zapewnione dwa lub trzy dania i miejscową atmosferę. Piwo w miejscowej Żabce kupicie już od 10.000 dong. Z wyborem dań nie będzie problemu. Menu zawierają zdjęcia potraw z opisami składników. Najpyszniejszą zupę zjedliśmy oczywiście na ulicy w miejscowości Hue. Z tym, że nie była to tradycyjna zupa Pho ale Bun Bo z trawą cytrynową i naszym zdaniem zupa Bun Bo jest smaczniejsza niż zupa Pho. Jedzenie mięsa z zupy nie jest koniecznością, mięso daje tylko smak. Drugie najpyszniejsze miejsce było w  Hoi An na starówce, na którą koniecznie wybierzcie się nocą. Tym razem mała, rodzinna klimatyczna restauracja, z ludzkimi cenami prawie na końcu ulicy. „Wrag & Roll”, Hoian, 07 Nguyen Phuc Chu. (Stojąc tyłem do Mostu Japońskiego należy przejść podświetlony most na kanale i pójść w lewo do siedemnastej restauracji). Kto  będzie miał okazje to niech korzysta z samoobsługowych restauracji ale także typu street food. Składniki dania wybiera się z ogólnego stołu a posiłki przyrządza się samemu na stołowym grillu. Nie zapomnijcie wypić pysznej wietnamskiej kawy i jak będzie okazja świeżo warzonego piwa z beczki. W trakcie wykupionych obiadów  serwowano jedzenie na jednym talerzu dla czterech osób. Porcje skromne ale jedząc kilka dań można się najeść. Tylko raz przesadzili z ilością, która była nie do zjedzenia.

Oczywiście oprócz standardowego jedzenia można popróbować kuchni ekstremalnej z kurzych łapek, żab, ślimaków, węży, żyjątek morskich czy nawet psa. Dla nas egzotyka dla nich codzienność. Obgryźli byście gotowaną kurzą łapkę czy suszonego węża ? Kurza łapka ma ten plus, że nie potrzeba używać wykałaczki :)

Jadąc przez Wietnam i kupując przydrożne jedzenie najpierw sprawdźcie czy w pobliżu są klatki ze zwierzętami ponieważ najprawdopodobniej mięso z tych zwierząt będzie składnikiem waszego jedzenia.  Przy stoisku z pampuchami z mięsem widziałem świnki morskie i małe ptaki. Ciekawostką są przydrożne restauracje z hamakami dla podróżnych. Zjesz, pośpisz i jedziesz dalej. Podczas rejsu przez zatokę Halong podano nam kraby. Nigdy nie zamówiłbym kraba czy langusty chociażby ze względu na sposób ich przyrządzania. Ale skoro krab już nie żył to spróbowałem. Naprawdę szkoda skorupiaków. Sama skorupa a mięska nie widać. Był to pierwszy i ostatni raz.

Kultowy Durian: Co tak śmierdzi ? chodzę po ulicach, rozglądam się, śmietników nie widać a śmierdzi jak zbyt długo przeleżane śmieci. Na straganach mają tego dużo w zafoliowanych tackach i za kilka groszy czeka na smakoszy. Później miałem też okazję spróbować. Twardziele i wszystkożercy zjedli po sporym kawałku. Mnie wystarczył kęs, którego i tak nie przełknąłem. Oprócz Duriana warto spróbować innych miejscowych owoców. Na pewno polecamy smoczy owoc.   

Waluta/Ceny: "I wanna be a billionaire". Miejscową walutą jest Dong. 1 $ = 21.000 Dong. Wymieniając 100$ łatwo stać się milionerem. Płatności dokonujemy w walucie miejscowej dlatego dolary należy wymienić. Wymiany można dokonać w recepcjach hotelowych bez okazywania paszportu. Nie prowadzą ponownej wymiany z Dongów na dolary. Akceptowane są tylko dolary z „dużymi głowami” najlepiej wydane po 2006r. W mniejszych i większych marketach ceny oczywiście są stałe  i nieco wyższe niż w Polsce.  Np.: piwo 0,33l od 10.000 dong. Na bazarach ceny można negocjować ponieważ dla turystów normą jest podnoszenie cen.  Oczywiście nie kupujemy na pierwszym lepszym straganie. Wskazana jest cierpliwość i poszukiwania. Proszę wystrzegać się targu w Sajgonie tj; Ben Thanh Market. Oczywiście można go zobaczyć a zwłaszcza poczuć w środku zapach tandety ale absolutnie nie robić tam zakupów. Ceny są zawyżone o kilkaset procent i nawet po targowaniu przepłaca się bardzo dużo. Te same rzeczy co na targu widzieliśmy w innych miejscach w realnych cenach.

Pogoda: Północ i południe kraju różnią się klimatycznie. Północ chłodniejsza południe gorące. Ale dla nas dosłownie wszędzie było gorąco i wilgotno. W marcu na północy kraju było około 25oC, a na południu około 36oC i do tego wilgotno. W takich warunkach pomagał tylko klimatyzowany autobus. Piwo pomagało tylko na chwilę. Ilość potu była chyba większa niż przyjmowanych płynów. Pora deszczowa zaczyna się w maju i trwa do listopada.

Internet: W hotelach było darmowe WiFi. Roaming: połączenie głosowe 8 zł min. SMS 2 zł.

Bezpieczeństwo: W ciągu dnia poruszaliśmy się zorganizowaną grupą z pilotem i miejscowym przewodnikiem, tak że było bezpiecznie. W ciągu czasu wolnego, który mieliśmy wieczorami chodziliśmy sami i nie tylko głównymi ulicami i też było bezpiecznie. Zresztą polecam zejście z głównych ulic w te mniej uczęszczane, gdzie można zobaczyć prawdziwe  życie. Nikt nas nie zaczepiał tak jak to miało miejsce w Indiach. W Wietnamie jest bardzo dużo Europejczyków, którzy stali się już elementem codzienności, dlatego  Wietnamczycy praktycznie nie zwracają na nich uwagi. Przy okazji jedno zdanie o Francuzach. Odniosłem wrażenie, że niektórzy nadal uważają Wietnam za swoją kolonię. Ale jednemu Francuzowi nie poszło. Chyba nie myślał, że jadąc z Polakami nocnym pociągiem będzie spał. Może i zasnął ale jak się obudził i wychylił głowę z przedziału kogo zobaczył ? Francuz chyba o tym nie wie ale na wakacjach szkoda czasu na sen.

Co warto kupić: Kawę, Herbatę i kapelusz Non La.

Wietnam jest czołowym producentem herbaty i kawy. Dlatego na pewno herbatę zieloną w tym z domieszką lotosu oraz innych dodatków oraz kawę. Herbata jest naprawdę dobra, i co ważne herbata czarna jest w postaci listków a nie jak w Indiach czy Kenii w postaci mocnego granulatu. Kawa ! Piliśmy już różne kawy. Coraz to lepsze i lepsze. Ale tak dobrej jak w Wietnamie jeszcze nie piliśmy. Kawa często sprzedawana jest w pakiecie z zaparzarką czyli przelewowym kubkiem z sitkiem.  Przykładowa marka kawy: "Trung Nguyen" Sang Tao. Ta kawa ma swoje symbole 1-5. W zależności od mocy, aromatu i grubości mielenia. Kto będzie miał okazję to możne kupić lokalny alkohol z wkładką najczęściej w postaci małej żmii. Kwestia czy taki alkohol da się wwieźć do Polski. Oczywiście pamiątki do wyboru, do koloru. Obowiązkowo należy kupić symbol Wietnamu czyli Non La, stożkowy kapelusz wykonany z liści palmowych. Taki kapelusz chroni przed słońcem i deszczem oraz może służyć jako misa do przenoszenia wody, owoców i warzyw.

 

CO ZOBACZYĆ

Hanoi: stolica Wietnamu.

  • Pagoda na jednej kolumnie. Wzorem do jej budowy w XI w. był kwiat lotosu. Aktualna pagoda to replika.
  • Świątynia literatury: kompleks budynków z XI w. stanowiących uczelnię kształcąca w oparciu o zasady konfucjonizmu.
  • Mauzolemum Cho Hi Minha: Cho Hi Minh był politycznym liderem i twórcą Demokratycznej Republiki Wietnamu. Aktualnie miasto Sajgon nosi nazwę jego imienia. Kto chce zwiedzić mauzoleum musi być wyjątkowo cierpliwy i odstać swoje w kilkugodzinnej kolejce.
  • Klimatyczne miejscowe ulice i targi z owocami, warzywami, rybami, owocami morza, ropuchami itp.
  • Wioska w okolicy Hanoi: według programu nazywa się wioską i płynie się do niej promem. Może to i wioska ale jak dla mnie to raczej zaniedbane przedmieścia Hanoi, do których dociera się przez rzekę metalową łódka.  Oczywiście warto zobaczyć jak żyją ludzie na przedmieściach.  Na miejscu możliwość zobaczenia i spróbowania sił przy produkcji papieru ryżowego, spróbowania i kupienia regionalnego alkoholu ze żmiją, posłuchania miejscowej muzyki i śpiewu przy akompaniamencie  trzystrunowej gitary. To dopiero jest folkrol.
  • Tran Phu Street. Pociąg przejeżdżający przez dzielnice mieszkalne. Wyjątkowość tego miejsca polega na tym, że tory kolejowe położone są w odległości jednego do dwóch metrów od ścian budynków mieszkalnych. W trakcie przejazdu pociągu ludzie tłoczą się wzdłuż torów i stoją miejscami dosłownie przyklejeni do ścian. Trzeba to przeżyć zwłaszcza w nocy. Stoisz przyklejony do ściany a pociąg przejeżdża kilka centymetrów od ciebie. Są też szersze miejsca, gdzie można komfortowo usiąść na krześle, pić piwo i przez kilka sekund cieszyć się atmosferą.

Zatoka Halong:

Wpisana na listę Unesco. Gęsty labirynt wysp i skał, w którym łatwo zabłądzić, podobno powstał z pereł wypluwanych przez smoki w celu obrony kraju. Około 2000 skał  zatoki pozornie tworzy ścianę przed płynącym statkiem do czasu wpłynięcia między nie. Widoki niby cały czas takie same, pogoda była jaka była, ale jednak piękne. Zatokę zwiedziliśmy z pokładu statku na którym nocowaliśmy. W trakcie rejsu zwiedza się grotę na jednej ze skalnych wysp oraz pływającą wioskę rybacką, do której dopływa się pirogami.  Wioska rybacka to łodzie i platformy z domkami. Na wodnych platformach żyją także psy. Pierwsze skojarzenie, to co te psy tutaj robią na wodzie ? przecież nie mają gdzie biegać. Drugie skojarzenie to takie, że jednak te platformy są  spore i wietnamskie psy wodne mają jednak więcej miejsca na platformach niż nasze psy łańcuchowe. Na miejscu w wiosce jest możliwość wypożyczenia kajaka i pływania indywidualnego.

  • W okolicy zatoki Halong znajduje się Farma Pereł gdzie perły są uprawiane i hodowane w małżach.

Hue: dawna stolica Wietnamu. Aktualnie miejscowość bardziej turystyczna niż tradycyjna i klimatyczna.

  • Cesarska cytadela dynastii Nguyen, kompleks pałacowy i sakralny, grobowiec cesarza Minh Manga, grobowiec cesarza Khai Dinh.
  • Pagoda Thien Mu i tzw; Stupa: siedmiopiętrowa buddyjska świątynia z zabudowaniami sakralnymi.
  • Rejs łodzią po rzece Huong.
  • Rejs łodzią po rzece perfumowej.

Da Nang: Przejazd z Hue malowniczą trasą Hai Van wzdłuż wybrzeża do Da Nang.

  • Plaża w Da Nang. W godzinach wczesnych porannych głównie seniorzy na plaży uprawiają gimnastykę.
  • Wioska rybacka Man Thi, w której rybacy zamiast łódek korzystają z trzcinowych koszy.
  • Muzeum Cham: kolekcja artefaktów królestwa Czamów.
  • Most Smoka na rzece Han. Most jak most z tym, że ten został ozdobiony wizerunkiem smoka.
  • Góry Marmurowe: Góry pięciu żywiołów: Kim Son – góra metalu, Moc Son – góra drewna, Thuy Son – góra wody, Hoa Son – góra ognia, Tho Son – góra ziemi. Właściwie to wzgórza położone są na terenie wioski Non Nuoc, której mieszkańcy wyrabiają rękodzieła z marmuru. Weszliśmy na Górę Wody (około 650 schodów). Po drodze znajdują się budynki sakralne i pagody. Wejście do jaskini Huyen Khong w której wnętrzu znajduje się świątynia. Wejście do jaskini Tang Chon.  Na wzgórzach istnieje możliwość spróbowania sił we wspinaczce.

Hoi An: tłumaczenie „miasto bezpiecznego spotkania”, wpisane na listę Unesco. Na szczęście starówka  nie została zburzona i przebudowana ale odrestaurowana dzięki interwencji Kazimierza Kwiatkowskiego.

  • Starówkę koniecznie trzeba zobaczyć nocą w blasku lampionów, z których słynie miasto. Wietnamczycy celebrują noc pełni księżyca,  w trakcie której na starówce wyłączany jest prąd. Niestety lampiony nie świecą.
  • Dla pragnących więcej szczęścia starsze panie oferują sprzedaż małych lampionów, które puszcza się na rzekę wypowiadając życzenie.
  • Starówka: Most Japoński z XVIIw, Pagoda Ong, Dom Zgromadzeń Phuc Kien, Zabytkowy dom Tan Ky w styli wietnamskim, japońskim i chińskim.
  • Krawiectwo: to dziedzina, z której również Hoi An jest znane. Zakłady krawieckie w ciągu jednego dnia wezmą miarę oraz skroją i uszyją ubranie np.: sukienkę, garnitur.

My Son: wpisane na listę Unesco. W renowacji uczestniczył inż. Kazimierz Kwiatkowski.

Położony w  dolinie w pobliżu wsi Duy Phú, otoczony górami zabytkowy kompleks świątyń hinduistycznych. Stanowi pozostałość po istniejącym w okresie między IV a XV wiekiem n.e., sanktuarium religijnym Czamów.

Delta Mekongu: Region położony nad rzeką Mekong stanowiący m.in. rozległe tereny uprawne głównie orzechów kokosowych i ryżu. Po kanałach delty w prowincji Ben Tre poruszaliśmy się większą łodzią oraz mniejszymi pirogami a miejscami tuktukami. Przez kilka godzin mogliśmy oglądać życie ludzi mieszkających wzdłuż brzegów oraz w domach na wodzie,  pracujących w wytwórniach produktów z orzechów kokosowych.  Niestety minusem jest fakt zanieczyszczenia wody głównie plastikami. Wynika to z tego, że mieszkańcy żyjący na terenach delty wyrzucają śmieci do wody. To czego z łodzi nie sprzątną po sobie turyści obsługa łodzi też wrzuci do wody.

Ho Chi Minh / Sajgon: dawniej kolonia francuska. Miasto nowoczesne, w którym kolonialna architektura została wyparta przez nowoczesne budynki.

  • Główny Urząd Pocztowy z XVII w.
  • Bazylika/Katedra Notre-Dam z XVIII w.
  • Pagoda Jade.
  • Pałac Zjednoczenia: dumnie brzmiąca nazwa nie oddaje rzeczywistości. Budynek z 1966r.
  • Ben Thanh Market: hala targowa z bardzo bardzo zawyżonymi cenami.
  • Tunele Cu Chi: System podziemnych tuneli wybudowanych przez członków wietkongu w lasach w okolicach Sajgonu. Tunele były drogami, które łączyły większe pomieszczenia mieszkalne, socjalne, arsenały. Zostały rozbudowane podczas wojny wietnamskiej trwającej w latach 1957 – 1975 pomiędzy Wietnamem północnym a południowym. Do zwiedzania przeznaczony jest tylko ułamek tuneli. Po wydzielonej części lasu poruszamy się z przewodnikiem, który pokazuje wejścia do tuneli i stosowane w tunelach pułapki.

Istnieje możliwość przejścia z przewodnikiem udostępnionym, przygotowanym i poszerzonym tunelem na kilku odcinkach 20m – 100m. W tunelu brak jest oświetlenia i poruszamy się na kucaka. Wyobraźcie  sobie ciemne, ciasne i zamknięte pomieszczenie, w którym nie możecie się ruszyć i nic nie widać. A może tak się zdarzyć ponieważ wejdzie za dużo osób, ktoś spanikuje, ktoś utknie i ani do przodu i ani do tyłu. Kucasz, nic nie widzisz, trudno oddychać, nie wiesz co się dzieje, szukasz telefonu żeby włączyć latarkę i nie możesz go sięgnąć bo ciasno, ogarnia cię panika. Aż tu nagle …..  Ale nie było tak strasznie, ten kto wszedł to wyszedł. Dla odreagowania na miejscu jest  strzelnica i za opłatą chętni mogą postrzelać.

Can Tho:

  • Pływający Targ Cai Rang: Pozostałość z danych czasów kiedy towary przewożone były drogą wodną.  Nieduży ale naprawdę wart zobaczenia. Dla nas atrakcja dla miejscowych codzienność. Handel, z tym że nie na lądzie a z łodzi. Sprzedawane są głównie owoce i warzywa. Pomiędzy łodziami pływają mniejsze pirogi –bufety oferujące posiłki i napoje. Jak napotkają łódź z turystami to kotwiczą i dokonują handlowego abordażu.

 Warto obejrzeć:

  • Czas Apokalipsy (1979r., Marlon Brando, Martin Sheen).
  • Good Morning Wietnam (1987r., Robin Williams, Forest Whitaker).
    Top Gear w Wietnamie - "czyli Bruce Springsteen depta nam po piętach" - "Born in the USA".

Video travelzoom.pl:

 

Dodaj opinię: komentarze & opinie

niedziela, 31 marzec 2019